Jak długo przygotowywał się Pan do objęcia funkcji szefa Orbisu?
Przez ostatnie kilka miesięcy. Z racji sprawowania funkcji przewodniczącego rady nadzorczej Orbis nie był oczywiście dla mnie spółką nową. Poprzedni prezes, pan Maciej Grelowski, zdecydował się na odejście jakieś cztery miesiące temu, choć swój zamiar przekazywał naszemu branżowemu akcjonariuszowi - grupie Accor - znacznie wcześniej.
Czy Pana życie zawodowe ułożyło się tak, jak zaplanował je Pan sześć lat temu, przyjeżdżając do naszego kraju?
Nie do końca. W grupie Accor, dla której pracowałem od wielu lat, menedżerowie, jeśli pracują za granicą, regularnie zmieniają kraj pracy. Mniej więcej co 3-4 lata. Myślałem więc, że moje dalsze życie zawodowe poprowadzi mnie gdzie indziej. Były plany, że mam być odpowiedzialny za sieć hoteli grupy Accor w krajach azjatyckich. Jednak gdy mój poprzednik postanowił zająć się czymś innym, główni akcjonariusze zaproponowali mi, abym objął funkcję prezesa. Przyjąłem to jako zaszczyt i duże wyzwanie. Poza tym świetnie czuję się w Polsce. Korzenie rodzinne mojej żony wywodzą się właśnie stąd, a córka spędziła tu już większość swojego życia.
Zdążył się już Pan spotkać z całą kadrą menedżerską?