Mój kandydat podpisał list intencyjny z klientem. Można celebrować zakończenie zlecenia! Nie za wcześnie! Kandydat musi jeszcze złożyć wypowiedzenie u siebie, a skoro jest bardzo dobry, ceniony przez pracodawcę, pojawi się ryzyko kontroferty. Ponieważ ostatnio rynek pracy ruszył do przodu, można się spodziewać kolejnej walki. Rzeczywiście, kandydat dzwoni i mówi, że jego szefowa nie przyjęła rezygnacji. Jego szefostwo z Wiednia dzwoni i okazuje się, że stanowisko, o jakim marzył mój kandydat i o jakie prosił półtora roku temu, nagle się zwolniło i rozważana jest jego kandydatura. Przyznaje, że dostał oczopląsu i pyta mnie o poradę. Informuję, że moja opinia może być stronnicza, ale chętnie posłucham, jakie dostrzega "za" i "przeciw".
Spotykamy się ponownie w moim biurze. Kandydat tłumaczy: "Mój pracodawca naprawdę bardzo mnie docenia. Zna moje wrażliwe strony. Mówi mi, że szkoda roboty, którą zrobiłem. Szefowa twierdzi, że jeśli ja odejdę, dużo ludzi może też chcieć odejść". Tutaj pytam: "Czy jej chodzi o Pana dobro, czy o dobro jej firmy? Czy kiedy tak mówi, myśli o Pana interesie, czy o swoim?" Mój kandydat długo się zastanawia. Widać, że głupio jest mu się przyznać, iż często też postępował tak, jak szefowa, kiedy jego podwładni składali wypowiedzenie.
Nikt nie chce nas zatrzymać, żebyśmy się rozwijali. Każdy zatrzymuje swoich ludzi, bo są potrzebni! Przyjęcie kontroferty równa się zaakceptowaniu bycia traktowanym przedmiotowo. Od początku mojej kariery headhuntera wiele razy miałem okazję walczyć przeciw kontrofertom. Czasami marzę o tym, żeby pracodawca, od którego pozyskuję kandydata, pogratulował mojemu klientowi, a mój klient bardzo serdecznie mu podziękował. n
Autor jest absolwentem ESCP - wiodącej szkoły biznesu we Francji. W 1991 r. utworzył NAJ - pierwszą w Polsce agencję rekrutacyjną, a następnie biuro TranSearch, wyspecjalizowane w poszukiwaniach międzynarodowych.