Kolejna fatalna sesja, będąca następstwem poniedziałkowej. Słabość rynku uderzała z dwóch powodów. Po pierwsze przebieg notowań pokazał dominację niedźwiedzi na rynku kasowym. W pierwszej połowie sesji indeks systematycznie osuwał się ustanawiając nowe lipcowe dołki, a każda korekta kończyła się zasypaniem rynku podażą. Nawet często wręcz zaporowe oferty kupna nie robiły na nikim wrażenia. Może dlatego, że często były wycofywane, gdy kurs się do nich zbliżał? Zupełnie odwrotnie do mało imponujących, ale skutecznych ofert sprzedaży. To jednak tylko jeden powód słabej oceny sesji. Drugi to porównanie do rynków zachodnich, gdzie im bliżej było otwarcia rynków amerykańskich, tym większe były plusy na indeksach. To już zupełnie obnażyło słabość naszego rynku. My ponad 1% na minusach, a niemal wszystko zielone, począwszy od Eurolandu (+0,3%), poprzez ważny dla nas rynek węgierski (+1,0%), a skończywszy rynku rosyjskim robiącym nowy lipcowy szczyt (+3,6%).
Przy okazji Rosji, warto wspomnieć o dość kuriozalnym wczorajszym raporcie funduszu Pimco, który oprócz inwestycji w Południowej Afryce i Brazyli, zachęca także do angażowania się właśnie w Rosji. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że rynek brazylijski analitycy uważają za niedowartościowany, a do dwóch pozostałych zachęcają ze względu na... stabilność. Nie ma to jak oryginalność w obliczu ostatniego rosyjskiego zamieszania. Warto dodać, że to akurat dzień po raporcie Goldman Sachs, w którym ze względu na zaniepokojenie wynikami spółek w przyszłych kwartałach, obniżył rekomendacje dla globalnego rynku akcji. No cóż, bez różnicy zdań nie byłoby giełdy. A prognoza na dzisiaj? Może być tylko jedna - pójdziemy w kierunku wyznaczonym przez wieczorną, nieznaną mi jeszcze publikację Intel'a.