Od połowy maja wykres kontynuacyjny kontraktów tworzy formację pośrednią pomiędzy szerokim wzrostowym kanałem trendowym (flagą), a klinem zwyżkującym. Kształt formacji sugeruje, że jest to korekta w trendzie spadkowym rozpoczętym w kwietniu. Potwierdzeniem takiej interpretacji była poniedziałkowa porażka byków i silne odbicie od strefy oporu w pobliżu górnego ramienia formacji oraz naruszenie linii trendu spadkowego biegnącej przez szczyty z kwietnia i końca czerwca.
W połączeniu ze wzrostem obrotów wyglądało to na ważny dzień odwrotu. Mimo to we wtorek indeks kontraktów odbił się od wsparcia na poziomie 1673 pkt. To, że zadziałała najbliższa i niezbyt ważna bariera znaczy, że z rynkiem nie jest aż tak źle jak wydawało się w poniedziałek. Być może znowu nastąpi jakieś wahnięcie w górę. Powinno być jednak znacznie słabsze od poniedziałkowego, zwłaszcza jeśli nastąpi szybko. Udany atak na opór nie jest do końca wykluczony, jednak wcześniej rynek musiałby zebrać siły konsolidując się przez kilka sesji na obecnym poziomie. Bardziej prawdopodobny wydaje się jednak powrót do trendu spadkowego. Pierwszym potwierdzeniem tego wariantu byłoby przełamanie poziomu 1673 pkt. Niżej (około 1640 pkt) znajduje się dolne ramię klina zwyżkującego wspomnianego na początku. Przełamanie także i tej bariery otworzyłoby drogę w dół zapowiadając tym samym falę spadkową podobną do tej z maja i kwietnia (około 300 punktów). Odejmując tę wartość od poziomu szczytu z 28 czerwca (1738 pkt) otrzymamy prognozę zasięgu spodziewanej fali spadkowej (około 1438 pkt). Trudno powiedzieć jak długo to potrwa. Teoretycznie można spodziewać się równie szybkiego spadku jak w kwietniu i maju. Z drugiej strony w miarę zbliżania się do wyznaczonego poziomu impet powinien się zmniejszać, opóźniając tym samym moment zakończenia spadków.