Czy zauważyli Państwo, jak ostatnimi czasy rozpleniło się słowo "kultowy". Kultowy autor, kultowa książka, kultowy film... Chcąc wyjść naprzeciw tej modzie, przyjrzyjmy się temu zjawisku, które wprawdzie na miano kultowego jeszcze nie zasługuje, jednak - ze względu na swą powtarzalność - może już teraz liczyć na status nowej świeckiej tradycji. Zjawiskiem tym są letnie fluktuacje złotego. Jeśli przyjrzymy się wykresom - czy to kursów walutowych, czy też odchyleniu od starego parytetu - w oczy rzuca się fakt, że zwykle około połowy roku polska waluta przejawia osobliwą skłonność do zachowań dziwnych, zwykle przyjmujących postać wyraźnej deprecjacji PLN-a. Sceptyk może powiedzieć, że większość z tych przeszłych, letnich deprecjacji miało swoje zrozumiałe przyczyny. A to oświadczenie o katastrofalnym stanie budżetu, a to rezygnacja wiarygodnego ministra finansów. Przykłady można by mnożyć. Jednak faktem pozostaje, że to wakacyjne, letnie miesiące są na ogół świadkiem niezwykłych harców i swawol złotego.
Właśnie: słowo wakacyjne jest tu kluczowe. Inwestorzy też ludzie i wakacje mieć muszą. Z tego właśnie powodu w czasie lata gwałtownie spada aktywność inwestycyjna, a z nią płynność rynku walutowego. Gdy więc w takich warunkach pojawią się złe wieści, to reakcja jest dużo większa niż zwykle. Mechanizm jest bardzo prosty. Przy i tak niewielkiej liczbie instytucji aktywnie zapewniających płynność na rynku złotego pierwsze z nich "uderzone" wyprzedażą polskiej waluty wycofują się z aktywnego kwotowania, tym samym jeszcze bardziej redukując płynność. Skutkiem tego reakcja kursu jest dużo większa niż w normalnych warunkach. Powoduje to, że "uderzone" zostają kolejne instytucje, przez co dalej spada płynność, zwiększa się amplituda wahań itd. itp. Można więc zauważyć, że równie ważne jak potencjalne przyczyny nerwowości inwestorów jest to, że około połowy roku warunki (nazwijmy je ładnie strukturalno-rynkowymi) dużo bardziej niż zwykle sprzyjają znacznym zmianom kursowym. Oczywiście, nie da się zaprzeczyć, że do wywołania letnich zawirowań potrzebne jest też - pełniące rolę zapalnika - negatywne wydarzenie ze sfery polityczno-gospodarczej. Jednak, bądźmy szczerzy, o takowe ostatnimi laty trudno nie jest.
Jaki jest morał tej historii? Nie twierdzę, że tego lata wyżej wymieniony mechanizm zadziała znowu. Tego nigdy nie będziemy wiedzieć. Osoba, która byłaby w stanie bezbłędnie przewidzieć takie zjawiska, spędzałaby właśnie czas na swojej własnej wyspie gdzieś na Karaibach. Jednak, biorąc pod uwagę doświadczenia lat ubiegłych, rozsądnie będzie zachować odpowiednie wyczulenie na zmiany na rynku walutowym. Choćby po to, by wakacje (niekoniecznie na wzmiankowanych Karaibach) nie kosztowały nas zbyt dużo.