Niewiele czasu zajął indeksowi największych spółek powrót do dolnej granicy trwającego od pierwszego tygodnia maja kanału wzrostowego. Z uwagi na fakt, że kanał ten na razie można uznać tylko za korektę wcześniejszej fali spadkowej, lepiej nie śpieszyć się teraz z kupnem akcji. Gdyby bowiem kolejne sesje doprowadziły do przebicia 1665 pkt, to bardzo prawdopodobna będzie dalsza przecena, nawet do 1500 pkt.
Druga odsłona trendu spadkowego powinna mieć przynajmniej taki sam zasięg, jak ta zapoczątkowana w połowie kwietnia. Wtedy WIG20 stracił 250 pkt. Gdyby natomiast brać pod uwagę tylko wysokość omawianego kanału, to rynek powinien zniżkować do około 1570 pkt. Zagrożenie realizacją takiego scenariusza będzie duże dopiero po pokonaniu wsparcia. Cały czas nie sprzyja mu jednak spora część średnioterminowych wskaźników technicznych, które zwyżkując ze stref wyprzedania powinny mobilizować popytową stronę rynku. Ta niestety nie jest obecnie skora do nadmiernej aktywności. Zanim jednak ostatecznie przekreślimy szanse powrotu do trendu wzrostowego, warto ostatnie dwa miesiące wykresu największych spółek porównać z sytuacją, jaka miała miejsce od początku roku do połowy marca. Wtedy WIG20 poruszał się w trendzie wzrostowym, przerywanym dość głębokimi korektami. Za każdym razem prowadziły one do spadku poniżej wcześniejszego szczytu, co nie świadczyło zbyt dobrze o kondycji kupujących. Ostatnie tygodnie do złudzenia przypominają tamten okres. Bardzo podobne są również poziomy, na których ukształtowały się pierwsze dwa szczyty i dołki. Sytuacja ta pokazuje, że choć kondycja byków może wydawać się słaba, to lepiej nie grać na zniżkę, do chwili kiedy linia trendu nie zostanie pokonana. Jednym słowem lepiej poczekać na wiarygodne sygnały sprzedaży.
Jeżeli niedźwiedzie nie zdołają przebić dolnego ograniczenia kanału, to kiedy rynek wróci ponad 1695 pkt (lokalne minimum z początku lipca i połowa czarnej świecy z 13 lipca), będzie można oczekiwać ruchu do górnego ograniczenia tej formacji, czyli do 1760 pkt.