Mamy za sobą serię czterech czarnych świec na wykresie WIG20. Ostatnio w tak szybkim tempie indeks spadał jeszcze w pierwszej połowie maja. Wówczas zniżka zatrzymała się w okolicy średniej kroczącej z 200 sesji. Wczoraj WIG20 znowu znalazł się na tej średniej. Czy i tym razem zadziała to wsparcie? Nie jest to już takie pewne. Zmiany zachodzące ostatnio w gospodarce trochę zaskoczyły rynek. Mało kto spodziewał się parę miesięcy temu, że w końcu czerwca RPP podwyższy stopy o 50 pkt bazowych, a przede wszystkim, że kolejna ostra reakcja Rady może mieć miejsce już w lipcu - a na to coraz więcej wskazuje. Nie jest przypadkiem, że rynek ciągnie w dół sektor bankowy, który ponownie ucierpi na przecenie obligacji. Obecnie spadek zdaje się mieć więc większe uzasadnienie fundamentalne.

Wracając do analizy technicznej - o ile zniżka WIG20 jest faktycznie silna, to do rozstrzygnięcia na razie nie doszło. Co prawda indeks przebił linię trendu wzrostowego poprowadzoną po dołkach z maja i czerwca, ale żadne z tych minimów nie zostało jeszcze pokonane. Czerwcowy dołek wypada na poziomie 1642 pkt, zaś majowy - na 1612 pkt. Może to być strefa silnego wsparcia. Walka w tej okolicy może zadecydować o koniunkturze w najbliższych miesiącach. Warto też zauważyć, że spółki z najsłabszych w ostatnim czasie branż - informatyki i sektora bankowego - zbliżają się do ważnych barier popytowych. Prokom jest w pobliżu dołka z listopada ub.r. - 151,5 zł, Pekao zaś w okolicy minimum z maja - 117,5 zł. Korekta trendów spadkowych wydaje się więc coraz bardziej uzasadniona.

O tym, że czeka nas raczej właśnie korekta, niż zdecydowany powrót w górę, przemawia także ADX z 14 sesji. Wczoraj zaczął on zwyżkować - po raz pierwszy od początku maja. Dotąd od blisko dwóch miesięcy trwała jego stopniowa zniżka, co potwierdzało brak wyraźnego trendu i kontynuację konsolidacji. Zmiana tej tendencji jest kolejnym sygnałem słabnięcia rynku.