"Nie mam wątpliwości, że gdy najwięksi udziałowcy Jukosu przestaną się wtrącać w poczynania zarządu spółki, rozmowy z władzami mogą nie tylko nabrać tempa, ale i władze mogą okazać się bardziej łaskawe w stosunku do firmy" - stwierdził Gieraszczenko w oświadczeniu opublikowanym w moskiewskim dzienniku gospodarczym "Kommiersant". Odgryzł się tym samym przetrzymywanemu za kratkami Michaiłowi Chodorkowskiemu, właścicielowi 44% akcji koncernu, który w czwartek za pośrednictwem swojego prawnika wezwał go do rezygnacji. W wypowiedzi w gazecie Gieraszczenko wyraźnie zaznaczył, że nie zamierza ustępować z pełnionej funkcji. Głos Gieraszczenki może być sygnałem dla Chodorkowskiego, by dał sobie spokój z ponawianą ciągle propozycją umorzenia długów Jukosu w zamian za należący do niego pakiet akcji spółki.
Na fotelu prezesa największego koncernu naftowego w Rosji Wiktor Gieraszczenko, były szef rosyjskiego banku centralnego, zasiadł przed dwoma tygodniami. Jego osoba, mile odbierana przez Kreml, miała pomóc Jukosowi w załatwieniu sprawy zaległych podatków za ubiegłe lata (w sumie fiskus domaga się 6,8 mld USD), których egzekucja grozi jego bankructwem.
Wczoraj miało dojść do rozprawy przed moskiewskim sądem arbitrażowym w związku z apelacją Jukosu od wyroku nakazującego mu natychmiastową spłatę połowy podatkowych zobowiązań (za 2000 r.). Posiedzenie się rozpoczęło, ale zakończyło w chwilę później - bo sędzia Olga Michajłowa zrezygnowała z przewodniczenia w procesie. Powołała się przy tym na publikacje w prasie, które uważa za "naciski na sąd". Zapadła decyzja, że apelacja Jukosu zostanie rozpatrzona dopiero 6 września. Zdaniem prawników Jukosu, dzisiaj ma zostać ogłoszone nazwisko nowego sędziego.
Inny moskiewski sąd także wczoraj przełożył na przyszły czwartek przesłuchania w sprawie wniosku adwokatów Chodorkowskiego i jego prawej ręki, Płatona Lebiediewa, o wypuszczenie ich zza krat i zastosowanie aresztu domowego. Prawnicy oskarżonych (zarzuty dotyczą przestępstw prywatyzacyjnych i oszukiwania fiskusa) tłumaczą zasadność takiej decyzji pogarszającym się stanem zdrowia swoich klientów.
Bloomberg, PAP, AP