Po piątkowym dziwnym rajdzie można było mieć wątpliwości, czy bykom uda się utrzymać tak wysoki poziom cen. Można było powątpiewać w czyste intencje kupujących. Górę brało przypuszczenie, że wzrost ten był jedynie próbą malowania świecy tygodniowej, a właściwie niedopuszczeniem do pojawienia się dużej czarnej świecy.
Takie wzrosty mają małe szanse na przyzwoitą kontynuację. Wczorajszy poranek zdawał się to potwierdzać. Oczekiwania były spadkowe za sprawą słabej sesji w USA w piątek. Popyt jednak zaskoczył. Kontrakty nie spadły pod poziom piątkowego zamknięcia. Ba, w pierwszej godzinie notowań bykom udało się podnieść ceny jeszcze wyżej. Początek notowań na kasowym przyniósł małe rozczarowanie. Podaż wykorzystała początkowy optymizm. Rynek został zasypany papierami. Ta przewaga podaży nie trwała jednak długo. Szybko weszliśmy w konsolidację, z której wyrwała nas dopiero końcówka notowań. Optymistyczna końcówka.
Wnioski? Utrzymanie cen z piątku można uznać za spory sukces byków. Jednak nie jest on tak wyraźny, gdy zauważymy, że wczorajszy obrót został wygenerowany głównie przez kilka wymian na papierach KGHM, PKN czy BPH. Trzeba także pamiętać, że podaż najbardziej widoczna była w czasie porannego spadku, a końcowej zwyżce towarzyszył spadek LOP.
To są wszystko czynniki krótkoterminowe. Za spadkami przeważa także czynnik średnioterminowy. W ubiegłym tygodniu podana została wielkość czerwcowej podaży pieniądza (M3). Okazała się ona neutralna dla przyszłej koniunktury na rynku. Nadal więc nie pojawił się wyprzedzający sygnał, który mógłby być podstawą do oczekiwania na średnioterminowy dołek. Technika zdaje się to potwierdzać, gdy dotychczasowy lekko nachylony kanał wzrostowy można traktować nadal jak korektę spadku z przełomy kwietnia i maja.