Związki zawodowe wezwały stronę rządową do podwyższenia płacy minimalnej. Ich zdaniem, jest to niezbędne w sytuacji pogorszenia się w tym roku relacji pomiędzy minimalnym wynagrodzeniem a przeciętnym wynagrodzeniem miesięcznym brutto w gospodarce. - Nie możemy się zgodzić na tak drastyczny spadek siły nabywczej i to powinno zostać przede wszystkim przez rząd wzięte pod uwagę - powiedział Marian Krzaklewski, członek Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność". - Przy dużym wzroście gospodarczym ludzie mają prawo oczekiwać wzrostu wynagrodzeń. Co najmniej połowa wzrostu gospodarczego powinna być przeznaczona na wzrost konsumpcji - dodał.
Czas dotrzymać słowa
Przedstawiciele pracowników domagają się od J. Hausnera realizacji zobowiązań złożonych przez niego w październiku 2002 roku. Wicepremier obiecał wtedy, że gdy takie pogorszenie relacji pomiędzy płacami nastąpi, rząd zaproponuje zmiany ustawy o wynagrodzeniach, które zapewnią w latach następnych poprawę. Właśnie teraz nadeszła pora, aby wyegzekwować obietnice, gdyż wzrosły ceny. Związkowcy chcą, aby Rada Ministrów niezwłocznie przygotowała projekt zmiany ustawy o minimalnym wynagrodzeniu.
Wprawdzie wicepremier zapowiedział dalsze rozmowy ze związkowcami, jednak na wzrost płacy minimalnej szansa jest nikła. - W mniejszym stopniu skłaniam się ku podwyżce płacy minimalnej, bardziej racjonalne byłoby obniżenie obciążeń podatkowych od tych wynagrodzeń - powiedział J. Hausner. Zdaniem wicepremiera, zamiast dyskutować, o ile powinno wzrosnąć minimalne wynagrodzenie w przyszłym roku, należy się zastanowić, które z obciążeń podatkowych i parapodatkowych można by zmniejszyć. - W końcu tylko 60% z tego wynagrodzenia trafia do kieszeni podatnika - dodał J. Hausner.
Obniżyć koszty pracy