Inwestorzy mają wyraźny problem z oceną przyszłej koniunktury na warszawskim parkiecie. Efektem jest przedłużająca się stabilizacja. Notowania z minionego tygodnia dawały nadzieję, że wreszcie zacznie się coś ciekawego dziać. Jednak w tym tygodniu obserwujemy scenariusz z majowych i czerwcowych sesji. Podobnie jak wtedy rynek nie emocjonował się zbliżaniem się indeksów dojrzałych giełd do tegorocznych szczytów, tak teraz zniżka w pobliże ostatnich minimów też nie robi większego wrażenia. Zestaw czynników determinujących zachowania inwestorów od dłuższego czasu jest ten sam - rosnąca rentowność obligacji w naszym kraju zniechęca do akcji tak samo, jak oczekiwana pod koniec roku gigantyczna, jak na nasze warunki, oferta papierów PKO BP. Do tego napływ środków do funduszy inwestycyjnych wyraźnie zmalał, a obecne portfele są pełne akcji. Ostatnio doszły do tego wyraźne sygnały przesilenia w amerykańskiej gospodarce. W czerwcu spowolnienie dało o sobie znać , ale póki co przeważają na giełdach głosy, że jest ono tymczasowe.
Uwagę zwraca polaryzacja rynków wschodzących. Podczas gdy reagujące mocno na zmiany na amerykańskim rynku papierów skarbowych giełdy latynoamerykańskie, a szczególnie brazylijska, zdecydowanie odrabiały straty z poprzednich miesięcy, to indeksy w Azji pozostają blisko tegorocznych minimów. To wskazywałoby, że globalni inwestorzy większe znaczenie przywiązują do zagrożenia związanego z ewentualnym chińskim spowolnieniem, niż do możliwych negatywnych konsekwencji dla światowej gospodarki ze strony wzrostu kosztów pieniądza. Jednocześnie notujemy poprawę notowań metali, co w pewnym stopniu zaprzecza tej tezie. Nie w pełni jednak, gdyż zwyżce cen towarów pomogło ostatnie osłabienie dolara.
Wydaje się, że inwestorzy nie doceniają negatywnego wpływu podniesienia rynkowych stóp procentowych. Na wykresie rentowności amerykańskich dziesięciolatek obserwujemy ruch powrotny do przebitej niedawno czteroletniej linii trendu malejącego. Po jego zakończeniu powinniśmy mieć kolejną odsłonę wyprzedaży obligacji, co źle odbije się na giełdowej koniunkturze.