Utrzymującą się od zeszłego czwartku na międzynarodowym rynku naftowym się tendencję spadkową, zahamowały wczoraj obawy, że podaż ropy nie zdoła zrównoważyć rosnącego popytu na paliwa płynne w USA. Niepokój ten nasiliły dane o zapasach, które opublikował w środę amerykański Departament Energetyki. Wykazały one spadek w ubiegłym tygodniu rezerw ropy o 3,6 mln baryłek, podczas gdy spodziewano się, że zmniejszą się one tylko o 900 tys. baryłek.

Poważny problem stanowi duże zapotrzebowanie na ten surowiec ze strony amerykańskich rafinerii, które muszą pokryć popyt na benzynę w szczycie sezonu motoryzacyjnego, a jednocześnie gromadzą na zimę zapasy oleju opałowego. Rezerwy tego ostatniego są obecnie mniejsze od średniego poziomu w minionych latach.

Kraje OPEC, z wyjątkiem Iraku, zwiększyły w lipcu wydobycie ropy o 2 mln baryłek dziennie, a w sierpniu ma ono wzrosnąć o dalsze 500 tys. baryłek. Uczestnicy rynku nie są jednak pewni, czy powiększone dostawy wystarczą, by zaspokoić popyt w USA. Przedstawiciele państw OPEC zastanowią się nad możliwością dodatkowego wzrostu wydobycia podczas konferencji ministerialnej, która odbędzie się we wrześniu. Na razie - ich zdaniem - nie ma jeszcze takiej potrzeby.

W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą we wrześniu płacono wczoraj po południu 37,55 USD w porównaniu z 37,01 USD w końcu sesji wtorkowej i 38,54 USD w poprzednią środę.