W ubiegłą środę indeks kontraktów odbił się od linii trendu spadkowego biegnącej przez szczyty z końca czerwca i 12 lipca. W ten sposób linia została potwierdzona po raz trzeci. Jej przełamanie byłoby teraz dość wiarygodną zapowiedzią dalszego wzrostu. Zasięg tego wzrostu można oszacować dodając odległość dzielącą linię od najbardziej oddalonego dołka ukształtowanego w czasie obejmowanym przez linię do punktu jej przełamania. Daje to poziom około 1790 pkt.

Po odbiciu od opadającej linii nastąpił spadek do najbliższego wsparcia wyznaczonego przez lukę hossy z ubiegłej środy. Dolne ograniczenie luki znajduje się na poziomie 1692 pkt. W trakcie czterech późniejszych dni indeks oscylował wokół tej bariery. Wtorkowe zamknięcie wypadło poniżej niej, ale w ramach wyznaczonych przez ostatnie wahania. Minima z tych sesji układają się na linii opadającej w tempie dwóch punktów dziennie. Dopiero przełamanie tej linii byłoby wyraźnym sygnałem słabości i zapowiedzią spadku do następnego wsparcia wyznaczonego przez dołek z 16 lipca na poziomie 1642 pkt.

Na razie fakt, że po odbiciu od oporu kontrakty nie były w stanie przełamać najbliższego wsparcia, lecz utworzyły krótkoterminową konsolidację (bazę?) świadczy raczej o sile rynku i zapowiada wzrost. Nie można jednak nic powiedzieć o sile tego wzrostu ani o szansach na pokonanie wspomnianej na początku linii trendu spadkowego.

Istotną sprawą może okazać się zmniejszająca się aktywność inwestorów. Widać to po zwężaniu się ramion wstęgi Bollingera oraz po MACD, który niemrawo oscyluje wokół poziomu równowagi. Prawdopodobnie znaczy to, że moment rozstrzygnięcia i zakończenia dwumiesięcznej konsolidacji jest już dość blisko. Niestety, pogłębiający się marazm nie mówi nic na temat kierunku przyszłego trendu.