Nie omieszkam wrócić do swojego szyderstwa z połowy lipca na temat jednego z funduszy, który w tym czasie zachęcał do giełdowych inwestycji między innymi w Afryce, Brazylii i co wtedy wydawało się najbardziej kuriozalne, w Rosji. Kuriozum sytuacji polegało na uznaniu Rosji za "stabilny rynek". Akurat w środku całej burzy wokół Jukosu i rosyjskich banków (sic!). Ostatni szczyt na rosyjskim parkiecie był 20 lipca i od tego czasu w ciągu zaledwie siedmiu sesji rosyjskie indeksy zostały zmasakrowane stratą między 15% a 20%. Wspominam to ku przestrodze przed owczym pędem za wszystkimi rekomendacjami dużych banków i funduszy.
A co na naszym rynku? Znowu bardzo słaba sesja, choć zmiany do wczorajszego zamknięcia wcale tego nie pokazują. Ale pokazuje to, niestety, choćby rozkład obrotów w ostatnie dni. Trudno jest więc patrzeć na wczorajsze skromne plusy na kontraktach inaczej, jak tylko na odreagowanie po środowej przecenie. Odreagowanie, które odnosząc do giełd zachodnich, powinno być znacznie mocniejsze. Wszystko, od węgierskiego BUX począwszy, a na niemieckim DAX skończywszy, biło wczoraj w oczy zielonym kolorem. My w tym towarzystwie byliśmy najsłabsi i to nic innego jak odbijająca się echem środowa przecena (jednak RPP wybrała najgorszy moim zdaniem wariant).
Jedyny plus z czwartkowych notowań, to ogromne oferty kupna na kluczowych spółkach, co wskazuje na chęć obrony rynku przez największe fundusze. Często jednak bywa tak, że to tylko umiejętne podtrzymywanie samym straszeniem ofertami, a gdy przychodzą większe zlecenia podaży, to popyt natychmiast ucieka. Ale o tym dowiemy się w momencie, gdy na zachodzie będzie słaba sesja. Dopiero wtedy utrzymywanie rynku w ten sposób będzie świadczyło o zmianie negatywnego nastawiania.