Rosyjskie władze domagają się od spółki spłaty 99 mld rubli (3,4 mld USD) zaległych podatków za 2000 r. Według Andrieja Bieliakowa, szefa departamentu komorniczego w rosyjskim ministerstwie sprawiedliwości, do końca lipca Jukos oddał 20 mld rubli. Obiecał też pospieszyć się ze spłatą reszty.
- Zgodnie z prawem mamy dwa miesiące, aby ściągnąć należności z tytułu podatków, choć w przypadku tak wielkiej kwoty jest to oczywiście niemożliwe - powiedział wczoraj Bieliakow agencji Bloomberga. Sąd orzekł, że roszczenia fiskusa są zasadne 29 czerwca, termin ściągania długu mija więc pod koniec sierpnia. Co będzie, jeśli Jukos do tego czasu nie odda pieniędzy? - Jeśli pieniądze nie zostaną wpłacone do końca miesiąca, po prostu będziemy kontynuować pracę - stwierdził Bieliakow. Podkreślił, że "surowe środki" zostaną przedsięwzięte jedynie w przypadku, gdy komornicy zdecydują, że Jukos z premedytacją opóźnia termin spłaty.
Akcje Jukosu, które od kilku tygodni są na ostrej huśtawce, wczoraj na giełdzie Micex podskoczyły o 14%, do 125,90 rubli, a przejściowo osiągnęły nawet cenę 134 rubli. W zeszłym tygodniu w ciągu trzech dni spadły o połowę - po ujawnieniu planów rosyjskich władz, że będą chciały przejąć za podatkowe długi największą spółkę produkcyjną Jukosu, Jugansknieftiegaz, odpowiedzialną za 60% ropy wydobywanej przez grupę.
Zdaniem analityków, deklaracje Bieliakowa oznaczają, że powinno odsunąć się w czasie ewentualne przejęcie Juganska, bez którego Jukos, jeszcze niedawno najpotężniejszy koncern naftowy w Rosji, praktycznie przestanie istnieć. - Kluczowe pytanie brzmi: czy istnieje szansa na układ z władzami, który umożliwiłby pozostawienie Jukosu w mniej więcej nienaruszonym stanie - mówi Al Breach z moskiewskiego Brunswick UBS.
Wczoraj Jukos wygrał małą batalię z komornikami. Sąd arbitrażowy w Moskwie anulował rachunek na ponad 200 mln USD, który komornicy wystawili koncernowi za swoje "usługi".