Wiele serwisów pominęło dość ciekawą informację. W piątek Departament Handlu w USA opublikował zrewidowane PKB za ostatnie 3 lata. "Wzięto pod uwagę nowe i bardziej dokładne dane, a także ulepszyło metodologię wyliczeń." Efekt? Jeśli spojrzeć na ostatnie 3 lata, to w średnim kwartalnym PKB nie ma żadnej zmiany. Ale rewizja wpłynęła na bardzo kluczowy 2001 rok, w którym mieliśmy do czynienia z recesją. Okazuje się, że po rewizji danych, recesji w ogóle nie było, biorąc jako definicję dwa kwartały z rzędu spadku PKB. W I kw. dynamika PKB wyniosła -0,5%, ale później w II kw. był wzrost 1,2%, po którym dopiero nastąpił spadek -1,4%. W poprzednich rządowych obliczeniach spadek miał miejsce we wszystkich trzech kwartałach.

Czyli recesji naprawdę nie było? Teoretycznie Departament Handlu w ogóle nie zajmuje się uznawaniem faktu wystąpienia recesji. Nawet jeśli będą to 4 kw. spadku z rzędu, to, jak powszechnie przyjęto, zadanie NBER (National Bureau of Economic Research). Tutaj już nie ma reguły dwóch kwartałów, a pod uwagę bierze się nie tylko PKB, ale też rynek pracy, produkcję przemysłową, sprzedaż oraz dochody konsumentów. A definicją jest "szeroki spadek aktywności gospodarczej, trwający więcej niż kilka miesięcy". Według NBER recesja oczywiście była i trwała od marca do listopada 2001 r.

O tych "starych" danych wspominam ze względów politycznych. W USA w wyborach prezydenckich Bush zyskał w piątek silny argument. Za jego kadencji recesji nie było! Od piątku to zdanie może być prawdziwe. A dla amerykańskiego konsumenta poza charyzmą kandydata na prezydenta, największe znaczenie ma właśnie ekonomia. Na razie jeszcze za wcześnie, ale w kolejnych miesiącach rynki zaczną przywiązywać sporą wagę do takich politycznych niuansów.