Dawno, dawno temu, za lasami, za górami był sobie mały kraj. Rządził nim młody jeszcze, ale bardzo już doświadczony władca, co z niejednego pieca jadł i przy niejednym stole pił. Aż mu po brodzie kapało...

Otaczał go liczny dwór, z tłumem mędrców i błaznów. Władca był potężniejszy niż kiedykolwiek. Wcześniej starł się z nim zły kanclerz, zachłanny i przebiegły jak sto czortów. Poniósł jednak klęskę, choć zdołał zebrać rzesze zaściankowej szlachty. Zgubiły go bowiem stare, niedobre nawyki. I zaufanie do podejrzanej świty. Poddani odwrócili się od niego. Kiedy więc możnowładca ustąpił w niesławie, majestat władcy zalśnił na nowo. Dwór odetchnął z ulgą, a nowy, wierny, kanclerz wziął się ostro do pracy. Z pomocą oddanych mu ministrów. Wszędzie chciał zrobić porządek, zaprowadzić zmiany, ogromnych państwowych domen nie wyłączając. Domeny te były jeszcze liczne i rozległe. Sięgały najdalszych zakątków i przedziwnych krain. Wśród nich była wielka i wciąż częściowo królewska - mimo różnych zakusów, manufaktura. Cenna. Potężna. Bogata niezmiernie. Budząca zazdrość i pożądanie. Ten, kto nią kierował - zwany paliwowym albo kurkowym kasztelanem - miał dostęp i do kanclerza, i do samego władcy. Równy był niemal udzielnym książętom. I w tej manufakturze, jak w wielu innych, nadejść miało jednak nowe - w trosce o interes narodowego skarbca. Domagano się tego powszechnie po różnych sejmikach i sejmach, zdzierając gardła - dla dobra kraju.

Kandydatów na nowego kasztelana kurkowego wskazać miała specjalnie tym się trudniąca kapituła. Minister skarbu miał ponoć swojego faworyta, ale....Wybór pozostawiono wielkiej radzie, w której zasiadali najprzedniejsi ekonomowie i przedstawiciele najznakomitszych rodów.

Wszystko szło gładko, gdy nagle... wtrącił się władca albo jego dwór. Z konkursu wyszły nici. Kapituła skapitulowała. Żaden z jej wybrańców nie zyskał poparcia. Kandydat ministra przepadł, a minister, osamotniony, doznał pewnie konfuzji. Wielka rada zrobiła, co miała zrobić i czego od niej oczekiwano - ku zadowoleniu możnych tego świata. Kasztelanem kurkowym został... mniejsza zresztą o to, kto.

Manufaktura działa, jak działała. Wszystko toczy się po staremu. Poddani zaczęli szeptać jednak, że i gdzie indziej sprawy mają się podobnie. I że może..., może..., ach strach pomyśleć, może te zapowiedzi nowego, zmian, lepszych czasów... trzeba było od razu między bajki włożyć. Bo w cieniu pałacu, ukryte przed maluczkich okiem, dzieją się różne rzeczy. Tak przynajmniej wieść gminna niesie...