Polska może zarobić na tranzycie. Tymczasem przewoźnicy wolą lepsze szlaki komunikacyjne u naszych sąsiadów. Czy ma Pan pomysły, które pozwolą nam wykorzystać położenie geograficzne kraju?
Nie trzeba poszukiwać nowych pomysłów. Na świecie wszystko dawno już wymyślono. Trzeba po prostu wiedzieć, co i ile chce się budować. U nas barierą był w szczególności brak odpowiednich nakładów na infrastrukturę drogową. W tej chwili sytuacja jest jednak diametralnie różna. W wyniku starań tego ministerstwa powstało takie narzędzie, jak Krajowy Fundusz Drogowy (KFD). A poza tym są jeszcze środki unijne. To jest ta baza, na której należy się oprzeć. I nie ma żadnych cudownych metod. Trzeba w sposób zorganizowany skorzystać z dostępnych nam źródeł finansowania.
Na razie środki funduszu leżą właściwie niewykorzystane na kontach BGK.
I są, zgodnie ze sztuką bankową, aktywnie lokowane. Ten miliard złotych, który wpłynie w tym roku, na pewno wydamy. Oczywiście, patrząc na problem z krótkookresowej perspektywy, w tej chwili nie wykorzystujemy wszystkich dostępnych środków, ale jest to zgodne z przyjętym planem wydatków. Zapewniam jednak, że te ponad 400 mln i dalsze kwoty, które spłyną, zostaną w odpowiedni sposób zagospodarowane. Pamiętajmy, że po pierwsze, budowa dróg jest zajęciem sezonowym, a po drugie, rytm płacenia faktur niekoniecznie musi być tak równomierny, jak napływ pieniędzy do funduszu.
Ta sama sezonowość, o której Pan mówi, sprawia, że w razie pewnych opóźnień ze strony rządu, firmy budowlane muszą czekać z rozpoczęciem budowy do następnego roku. Tak się może stać np. w przypadku drogi A-18 z Olszyny do Golnic w woj. lubuskim. Jak będzie Pan takim sytuacjom zapobiegał?