Departament Handlu poinformował wczoraj, że wydatki konsumpcyjne spadły w czerwcu o 0,7% po wzroście o 1% w maju. Dochody wzrosły o 0,2%, najmniej od sierpnia ub.r.
Najsłabsza od prawie sześciu lat sprzedaż samochodów przyczyniła się do największego od lutego ub.r. spadku przychodów ze sprzedaży detalicznej. Zmniejszyły się one o 1,1%. Dochody rosły wolniej, gdyż liczba nowych miejsc pracy okazała się w czerwcu o połowę mniejsza niż miesiąc wcześniej. Ekonomiści prognozują jednak, że spodziewana poprawa na rynku pracy może zwiększyć zarówno dochody, jak i wydatki w pozostałych miesiącach.
Wydatki konsumpcyjne, które stanowią ponad dwie trzecie produktu krajowego brutto Stanów Zjednoczonych, nie spadały od kwietnia 2003 r. Ich wzrost w drugim kwartale okazał się jednak najwolniejszy od trzech lat. W rezultacie amerykańska gospodarka wyraźnie spowolniła w tym okresie. PKB wzrósł o 3% w stosunku rocznym w porównaniu z 4,5% w pierwszych trzech miesiącach br.
Jedną z przyczyn spadku konsumpcji w II kwartale, a zwłaszcza w czerwcu, były wysokie ceny benzyny. Wprawdzie w tym tygodniu biją one na nowojorskiej giełdzie kolejne rekordy, ale Alan Grennspan w niedawnym wystąpieniu w Senacie uznał, że wpływ drogich paliw na wydatki nie będzie długotrwały.
Z bieżącego monitoringu sieci handlowych i salonów samochodowych wynika, że już w lipcu wydatki amerykańskich konsumentów zaczęły rosnąć. Poprawiły się też ich nastroje, co potwierdziła ankieta University of Michigan. General Motors i Ford zwiększyły rabaty, by w magazynach dealerów zrobić miejsce na nowe modele, zapowiadane na jesień. Najnowsze prognozy mówią też o wzroście liczby miejsc pracy w lipcu o 241 tys. w porównaniu ze 112 tys. miesiąc wcześniej. Jeśli się sprawdzą, to czerwcowe tąpnięcie koniunktury gospodarczej w USA okaże się przejściowe.