Wczorajsze notowania zakończyły się na wysokim poziomie. Zamknięcie niemal równe jest maksimum sesji. Minimum nie odbiega znacząco od poziomu otwarcia. Na wykresie dziennym mamy więc kolejną białą świecę. Wygląda, że popyt po raz drugi z rzędu posiadał przewagę nad podażą. Wnioski zatem wydają się proste.

Na rynku nic jednak nie jest proste i takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. Wczorajsza sesja wcale nie była tak jednoznacznie bycza. Po spokojnym początku, przy umiarkowanej aktywności w południe mieliśmy do czynienia z dynamicznym spadkiem, któremu towarzyszył słusznej wielkości obrót. Nie była to jedynie niewinna korekta. Spadek przyszedł rynkowi bardzo łatwo. Znacznie wolniej przebiegał późniejszy wzrost cen.

Oczywiście sama dynamika ruchu jeszcze o niczym nie świadczy. Patrząc jedynie na świece dziennie można odnieść wrażenie, że wczorajszy wzrost był zwykłą kontynuacją wtorkowego. Jeśli jednak spojrzymy na wielkość obrotów to wczorajszy spadek burzy trochę ten byczy obraz. Zamiast oczekiwać na kontynuację ruchu warto się zastanowić, czy to przypadkiem nie był jedynie wzrost pchany inercją wtorkowych dobrych nastrojów. Inwestorzy cieszyli się także wczoraj z siły naszego rynku. Cała Europa spadała, a my broniliśmy swego. Jednak mały obrót zamazuje każdy jednoznaczny wniosek.

Poza tym pozostaje ciągle nierozwiązany problem ostatnio wykreślonej luki bessy. Także i na wczorajszej sesji nie została ona nawet przetestowana. Ba, nie widać było choćby cienia chęci, by taki atak przeprowadzić. Dopiero zamknięcie luki dałoby bykom poważniejsze podstawy do oczekiwania dalszego wzrostu. Skoro ta jeszcze się trzyma, należy uznać, że przewagę nadal mają niedźwiedzie, choć nie jest ona już tak duża.