Spółka Nowy Przewoźnik już działa. LOT ma w niej 100% udziałów. Zaopatrzył ją w 5 mln zł kapitału. - Wyłożyliśmy pieniądze i jesteśmy gotowi w rozsądnych granicach nadal wykładać - zapewnia prezes LOT-u Marek Grabarek. Jak twierdzi, rozsądne granice to takie, przy których - w ocenie zarządu powołanej firmy, jej rady i właściciela - zapewnione będzie uzyskanie w założonym czasie zwrotu z kapitału.
- Uznaliśmy, że w ramach LOT-u nie można robić dwóch rzeczy naraz: rozwijać tego modelu biznesowego, który firma prezentuje, i budować jednocześnie zupełnie innego - tłumaczy prezes. - Z drugiej strony, doszliśmy do wniosku, że grzechem byłoby nie zainwestować w biznes, który się rozwija. Tym bardziej, że mamy ludzi, doświadczenie, znajomość rynku. Może brak nam pieniędzy, ale te można zawsze pożyczyć. Stąd pomysł powołania nowej spółki.
LOT jest gotów wspierać przedsiębiorstwo nie tylko gotówką. Może udzielać poręczeń i gwarancji, by mogło np. na lepszych warunkach dzierżawić maszyny.
Kiedy nowe linie wystartują? - Chcemy tej firmie zapewnić bardzo daleko posuniętą niezależność. Termin startu to problem osób, które kierują projektem, a nie LOT-u. Ja się więc tym nieszczególnie interesuję - odpowiada prezes Grabarek. Informuje jednak, że spółka zależna może zaoferować czartery od listopada. Prezes spodziewa się uruchomienia połączeń w formule taniego przewoźnika (low cost) w okresie grudzień-marzec.
Zdaniem M. Grabarka, we wrześniu zarząd Nowego Przewoźnika (marka handlowa będzie inna) przedstawi dojrzały biznesplan. - Zarząd musi przekonać nas, że pieniądze przez nas zainwestowane zostały dobrze wydane. Weryfikować będzie to rada nadzorcza, która została tak przez LOT dobrana, abyśmy mogli w pełni polegać na jej opinii. W radzie zasiadają m.in. Sławomir Lachowski, wiceprezes BRE, ekonomista Bogusław Grabowski, Władysław Bartoszewicz, były prezes Polkomtela i Zbigniew Dworzecki, były prorektor SGH.