O połowy maja WIG20 znajduje się w trendzie horyzontalnym. Ostatnio w ramach tego trendu nastąpiło wahnięcie w górę. W czwartek indeks dotarł nawet w pobliże linii poprowadzonej przez szczyty z 30 czerwca i 21 lipca. Linia nie została jednak nawet naruszona, a piątkowy spadek spowodował załamanie kilkusesyjnego trendu wzrostowego.
Skoro nie udało się przełamanie linii oporu, to należy spodziewać się spadku przynajmniej do najbliższego wsparcia, którym jest niedawny dołek na poziomie 1662 pkt. Trudno powiedzieć, czy to wsparcie zadziała. Z jednej strony nie jest ono zbyt mocne, a bardziej istotna bariera i jednocześnie dolne ograniczenie konsolidacji znajduje się w okolicach 1640 pkt. Z drugiej strony w miarę przedłużania się konsolidacji rynek staje się coraz bardziej niemrawy. Widać to po zmniejszających się obrotach i zwężających się ramionach wstęgi Bollingera. W takiej sytuacji może zadziałać nawet drugorzędne wsparcie.
Dopóki konsolidacja będzie trwała, można spodziewać się dalszego spadku aktywności inwestorów, coraz słabszych i coraz mniej przewidywalnych ruchów. Taka sytuacja to przekleństwo dla inwestorów nastawionych na podążanie za trendem, ponieważ trudno podążać za czymś, czego nie ma. Z drugiej strony konsolidacja w coraz węższym przedziale bywa czasem przyrównywana do nakręcającej się sprężyny. Im dłużej trwa, tym większego i bardziej dynamicznego ruchu można się spodziewać po wybiciu. Nie wiadomo jednak kiedy to nastąpi. Zapowiedzią końca konsolidacji może być przełamanie wspomnianej na początku linii oporu, lub wsparcia znajdującego się w pobliżu 1640 pkt.
Najlepiej, żeby towarzyszyło temu przełamanie spadkowej tendencji obrotów oraz zmienności rynku. Indeks powinien "rozpychać" zwężające się na razie ramiona wstęgi Bollingera. Z samego spadku aktywności nie wynika kierunek przyszłego wybicia. Jeśli jednak spojrzymy na indeks w dłuższej perspektywie, to trwająca obecnie konsolidacja o wiele bardziej przypomina formację flagi korygującą wiosenny spadek, niż bazę dla przyszłego wzrostu.