Publikacja danych o liczbie nowych miejsc pracy w sektorach pozarolniczych w USA sprawiła, że luźna ostatnio korelacja między polską giełdą i rynkami zagranicznymi, ponownie zacieśniła się. Wygląda na to, że z tego zacieśnienia nic dobrego dla nas nie wyniknie. Nasdaq Composite i S&P500 zgodnie zanotowały na czwartkowym zamknięciu najniższe wartości w tym roku. Piątkowe notowania również rozpoczęły się od spadku. Skoro jesteśmy przy rynkach zagranicznych - od szczytu odstąpił węgierski BUX, który stracił w piątek ponad 1% i na zamknięcie sesji był najniżej od ponad miesiąca. Wprawdzie WIG20 utrzymał się w średnioterminowym trendzie bocznym, ale znacznie przybliżył się do dolnego ograniczenia konsolidacji. Dość niespodziewany wśród spółek, które z konsolidacji już się wybiły, znalazł się BPH. Niespodzianka polega na tym, że bank pochwalił się ostatnio dobrymi wynikami finansowymi.
Po tym, jak okazało się, że liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wzrosła o 32 tys. - zamiast oczekiwanych 240 tys. - rynki otrzymały kolejny sygnał słabnięcia amerykańskiej gospodarki. Wcześniej rozczarowujące okazały się wydatki i dochody konsumentów. To w niedalekiej przyszłości może negatywnie odbić się na zyskach przedsiębiorstw. O czym z resztą amerykańskie korporacje informowały przy okazji publikacji wyników za drugi kwartał.
Jednocześnie słabe dane okazały się wsparciem dla rynków obligacji. Inwestorzy odzyskali nadzieję, że tempo wzrostu stóp procentowych, wobec słabnącej gospodarki, nie będzie tak wysokie. I tak jednak specjaliści oczekują, że w przyszłym tygodniu amerykańska władza monetarna podniesie stopy. Na razie jednak indeks obrazujący rentowność 10-letnich not skarbowych rządu USA spadł o 17.00 do 42,34 pkt. To najniższa wartość od połowy kwietnia. Dramat rynków akcji dopełni się, jeśli mimo słabnącej gospodarki konieczne staną się podwyżki stóp procentowych, żeby przeciwdziałać inflacji. Może do tego doprowadzić na przykład coraz droższa ropa.