Wbrew nadziejom inwestorów, spadku WIG20 nie powstrzymał lipcowy dołek notowań - 1651 pkt. Praktycznie przez całą sesję trwało osuwanie się indeksu, a kupujący nie potrafili zdobyć się choćby na większą korektę. Na niekorzyść rynku przemawia fakt, że pozbywano się akcji największych spółek: Pekao (-2,7%), Telekomunikacji Polskiej (-2,4%) i KGHM (-1,7%). Wyraźnie przeceniono też Prokom (-3,9%) i banki. Wyprzedaży akcji towarzyszyły obroty najwyższe od końca lipca. Handel walorami blue chips osiągnął wartość ponad 285 mln zł. Spadkom nie oparły się też mniejsze spółki - zniżkowały indeksy MIDWIG (-1,2%) i WIRR (-1,1%).
Decydują Stany Zjednoczone
Notowania w Warszawie utrzymywały się na przyzwoitym poziomie, dopóki nie tąpnęło na giełdach za Oceanem. Impulsem okazały się opublikowane tydzień temu rozczarowujące dane z tamtejszego rynku pracy. W efekcie indeksy S&P 500 i Nasdaq Composite znalazły się najniższej w tym roku. Ponieważ inwestorzy na wszystkich giełdach bacznie obserwują sytuację na największym rynku kapitałowym świata, spadki zagościły także w Warszawie.
Trudno liczyć, żeby w powstrzymaniu spadku miał pomóc kapitał zagraniczny, który zaczyna uciekać od akcji w stronę bezpieczniejszych instrumentów. Do realizacji zysków i opuszczenia naszego rynku już wcześniej skłaniało ich umocnienie złotego.
Wczoraj giełdy Europy Zachodniej, a w ślad za nimi także GPW, zignorowały wtorkowe odbicie notowań w USA, po tym jak zgodnie z oczekiwaniami amerykański bank centralny Fed po raz drugi w tym roku podniósł stopy procentowe o 0,25 pkt proc. Część inwestorów mogła odczytać podwyżkę jako potwierdzenie, że mimo ostatnich słabych danych gospodarczych Fed nie obawia się o trwałość wzrostu gospodarczego. Mimo to, zdaniem specjalistów, może się okazać, że to zbyt słaby powód do powstrzymania spadków kursów akcji.