Praktycznie wszystko wczoraj ułożyło się po myśli posiadaczy krótkich pozycji: notowania spadały przez cały dzień, a dodatkowe przyciśnięcie podaży pod koniec sesji sprawiło, że zamknięcie wypadło na dziennym minimum. Na wykresie ukształtowany został największy czarny korpus od czasu kwietniowego odwrotu od szczytu. Spadek wykresu kontynuacyjnego do najniższego poziomu w tym roku potwierdziły obroty. Wzrosła także liczba otwartych pozycji, co pokazuje, że w późniejszej fazie trendu nie zabraknie chętnych do ucieczki z rynku. Większa aktywność inwestorów rekompensuje brak potwierdzania przez obroty wybicia z konsolidacji, które miało miejsce w zeszłym tygodniu.
Klasyczne zasady analizy technicznej pozwalają w sytuacji, którą widać na wykresie kontynuacyjnym, oczekiwać ruchu o wysokość formacji, z której doszło do wybicia. Zatem od wczorajszego zamknięcia przed nami jeszcze przynajmniej 50--punktowy ruch w dół. Wprawdzie już teraz są podstawy, żeby notowania spadały do listopadowego dołka na 1422 pkt, ale zobaczymy, jak będzie rozwijał się nowy trend.
Na razie nic nie wskazuje na to, żeby wczorajsze wybicie miało się okazać fałszywe. Szans na zatrzymanie rozpędzonego rynku można upatrywać w wykresie samego indeksu. Przed WIG20 do sforsowania dołek z 13 maja, zbudowany na 1612 pkt. Kształtowaniu tego minimum towarzyszyły wysokie obroty - w ujęciu tygodniowym są najwyższe w ostatnich czterech miesiącach.
Kto ustala wielkość pozycji na podstawie zmienności rynku, mógł sobie pozwolić na nieco więcej niż zwykle. Wskaźnik ATR z 10 sesji ma wciąż tylko 23 punkty i jest bardzo blisko 6-miesięcznego minimum. Jeśli to rzeczywiście jest początek nowego trendu - ostatecznie rynek i tak zrobi, co uważa za stosowne - perspektywy są niezłe.