Do wczorajszej sesji za spadkami przemawiały głównie przesłanki średnioterminowe. Podaż pieniądza, rynek walutowy i kilka innych, które wspominaliśmy w tej rubryce wiele razy. Przez kilka ostatnich tygodni te wspominanie nosiło znamiona niemal zaklinania spadków.

Problem polegał bowiem na tym, że rynek w krótkim terminie nie chciał spadać. Z jednej strony cały czas aktywny był popyt, utrzymujący u graczy nadzieję na wzrost. Z drugiej strony nie widać było zdecydowanej podaży, która chciałaby pójść za wspomnianymi przesłankami średnioterminowymi.

Do wczoraj. Na wczorajszej sesji pojawiło się szereg sygnałów, które nie pozostawiają złudzeń posiadaczom długich pozycji. Przychodzi dla nich ciężki okres i nie skończy się zbyt szybko. Także i w krótkim okresie zaczyna przeważać podaż. Wczorajsza bardzo słaba sesja potwierdziła poniedziałkowy sygnał sprzedaży na kontraktach. Wtedy było sporo wątpliwości, gdyż w chwili przebicia linii trendu nie wzrosła aktywność graczy. Nie bez znaczenia był też fakt, że analogiczna linia na indeksie nie została pokonana. We wtorek rynek nieco wzrósł, ale nie na tyle, by zanegować sygnał na kontraktach. Wczorajsza sesja zaczęła się (dzięki dobrej sesji w USA) blisko linii, ale i tym razem nie udało się wrócić nad jej poziom. Późniejszy spadek należało odebrać jako odbicie od linii, a tym samym potwierdzenie, że teraz to już jest opór, a nie wsparcie.

Wczorajszy spadek cen sprawił, że obecnie najbliższym wsparciem jest dołek kończący falę spadków z przełomu kwietnia i maja. Wczoraj rynek zatrzymał swój ruch ledwie 12 pkt nad tym poziomem. Biorąc pod uwagę, że spadkowi towarzyszył wzrost obrotów oraz LOP, można założyć, że z dużym prawdopodobieństwem wkrótce będziemy notować nowe minima spadku rozpoczętego w połowie kwietnia.