Czwartkowe notowania nie przyniosły żadnych emocji inwestorom na rynku walutowym. O ostatecznym rozstrzygnięciu zadecydowała końcówka sesji, kiedy złoty osłabił się zarówno do euro, jak i dolara, i zniwelował wcześniejsze zyski. W rezultacie te waluty były nieco droższe niż dzień wcześniej. Za euro płacono 4,417 zł, za dolara 3,61 zł.

Kurs dolara do złotego od prawie miesiąca konsoliduje się ponad silnym wsparciem w postaci linii biegnącej po dołkach z ostatnich trzech lat. Wydaje się prawdopodobne, że w oparciu o nią dojdzie do odreagowania fali wyprzedaży dolara, rozpoczętej w maju tego roku. Kluczową barierę stanowi 3,67 zł. Wraz z jej przekroczeniem możliwy stanie się wzrost dolara o dalsze 12 gr.

Trudno o jakimkolwiek zdecydowaniu mówić w odniesieniu do kursu euro do dolara. Po przełamaniu w drugiej połowie lipca linii trendu, łączącej dołki z maja i czerwca, nastąpił w ostatni piątek gwałtowny wzrost. Na razie zatrzymała go przełamana linia trendu. O braku zdecydowania informuje tygodniowy MACD pozostający od półtora miesiąca tuż ponad poziomem równowagi. To w średnim terminie każe wciąż większe szanse przypisywać zwolennikom euro. Historia wskazuje, że w pierwszej fazie cyklu podwyżek amerykańska waluta traciła na wartości.