Howell praktycznie nie prowadzi działalności operacyjnej, sparaliżowany brakiem płynności finansowej i długami. Ostatni wyrok sądu, rozstrzygający spór z fiskusem na jego korzyść, daje jednak spółce nadzieję.
Banki zadecydują
Na razie wyrok nie jest prawomocny - przez miesiąc od dostarczenia pisemnego wyroku sądu (co może nastąpić w najbliższych dniach) fiskusowi przysługuje prawo złożenia kasacji. Czy zdecyduje się na to? - Zrobiliśmy wszystko, żeby organy skarbowe zaakceptowały naszą argumentację - mówi Waldemar Parkitny, prezes Howella. Jeśli spór skończy się na tym etapie - znad spółki zniknie widmo zapłacenia urzędowi skarbowemu ok. 20 mln zł (kwota główna, odsetki, sankcje za pierwsze dwa lata sporu). - Liczymy, że w listopadzie wymiar sprawiedliwości rozstrzygnie kwestię 1999 r., gdzie analogiczny spór toczy się o kolejne ok. 4 mln zł - twierdzi prezes.
Spółka powraca, po nieudanych próbach zawarcia układu, do rozmów z głównymi wierzycielami, czyli bankami (zadłużenie w stosunku do nich, łącznie z poręczeniami, to ok. 30 mln zł). - Przedstawiamy im wstępny program naprawczy. Od ich decyzji będzie zależeć przyszłość spółki. Jestem realistą - choć pojawiła się dla nas szansa, podchodzę do niej z rezerwą - ocenia W. Parkitny. Nie zdradza, czy Howell będzie dążyć do zawarcia z wierzycielami układu czy konwersji długu na akcje.
Jest projekt