Rynek nie wykorzystał wczoraj szansy, jaka wykształciła się za sprawą otoczenia okołorynkowego. Po pierwsze obserwowaliśmy trzecie podejście BUX-a do poziomów szczytu obecnej hossy. W trakcie sesji indeks poprawił o kilkadziesiąt punktów ostatnie rekordy. To jednak na tyle niewielkie wartości, że o nowej fali wzrostowej nie można jeszcze mówić. Są jednak próby, czego nie można powiedzieć o naszym rynku, wciąż pogrążonym w wakacyjnym letargu. Trzecią sesję z rzędu nie udało się więc bykom zniwelować spadku z zeszłej środy, mimo wsparcia ze strony giełd europejskich i rynków USA, które z porannych minusów na kontraktach wyszły na przyzwoite plusy na otwarcie sesji.
Słabość? Raczej pogłębiający się brak korelacji z rynkami światowymi i oczekiwanie na impuls. Niestety, wiele wskazuje na to, że letarg zostanie przerwany dopiero w bezpośredniej bliskości jesiennej oferty PKO BP, po raz kolejny potwierdzając regułę październikowych dołków. Przekonanie o takim scenariuszu jest jednak na tyle powszechne na rynku, że nie jest wykluczone nieznaczne przesunięcie czasowe tego momentu i na przykład wyznaczenie lokalnego dołka kilka tygodni wcześniej.
Na razie jesteśmy jednak świadkami zachowania rynku charakterystycznego dla średnioterminowego trendu bocznego, czyli niskich obrotów i nagłych krótkoterminowych zwrotów, bez kontynuacji na kolejnych sesjach. Warto jednak odnotować niedźwiedzią reakcję rynku na raporty kwartalne spółek: tylko znakomite wyniki nagradzane były szybkim kupnem papierów, bardzo dobre skutkowały stabilizacją kursów, a osiągnięcia w okolicy oczekiwań rynku lub nieco poniżej często były pretekstem do silnej przeceny. Zaryzykowałbym twierdzenie, że ta podażowa reakcja może być swoistym oczyszczeniem rynku i czynnikiem, który wprowadzi na rynek totalne zniechęcenie, będące wstępem do wybicia. Oby tylko w końcu pojawił się impuls.
Zwróć uwagę na:
Lubawa - utrzymuje się systematyczna przewaga popytu na rynku.