W zeszłym tygodniu za rekordową kwotę 57 mln USD właściciela zmienił Dundee, zbudowany w 1993 r., tankowiec o pojedynczym poszyciu, zaliczany do grupy tzw. bardzo wielkich (VLCC - very large crude carriers). Od nowojorskiej spółki Overseas Shipholding Group kupiła go ateńska Dynacom Tankers Management.
Według brytyjskiej firmy Clarkson, która pośredniczy w handlu tankowcami, w ciągu minionych trzech miesięcy ceny takich statków jak Dundee, które mogą transportować do 2 mln baryłek ropy, skoczyły w górę aż o 17%. Nie przeszkadza w tym nawet fakt, że zgodnie z umową zawartą na forum ONZ większość tankowców o pojedynczym poszyciu będzie musiała zakończyć służbę do 2010 r.
W minionym tygodniu sprzedano też dwa duże statki do przewozu ropy o podwójnym poszyciu kadłuba (double-hulled VLCC, znacznie bezpieczniejsze w przypadku awarii). New Wisdom z 1993 r. i o rok młodszy New Vision poszły po 60 mln USD - czyli wyjątkowo tanio, jak na obecne standardy (średnie ceny są o 10 mln USD wyższe). Powód? Od razu trafiły w leasing zwrotny na cztery lata za 20 tys. USD za dzień, czyli również znacznie poniżej cen dyktowanych przez rynek.
Właścicieli tankowców mamią łatwe zyski. Bliskie rekordowego wydobycie ropy przez państwa OPEC zwiększa popyt na jej transport tankowcami. Statki kursują z Zatoki Perskiej przede wszystkim do USA i nad azjatyckie wybrzeże Pacyfiku. W jeden dzień największe tankowce z początku lat 90. zarabiają przeciętnie 64 tys. USD. Tymczasem zarejestrowana na Bermudach firma Frontline, armator największej floty tankowców na świecie (ma 35 VLCC) podaje, że rentowność uzyskuje już przy stawkach wynoszących 27 tys. USD za dobę. Pośrednicy w handlu flotą szacują, że jeśli wydobycie ropy nie zmaleje, stawki za jej transport jeszcze pójdą w górę przed końcem roku. Ceny tankowców zapewne też.
Bloomberg