W marcu br. Koreańczycy zdecydowali, że swoją europejską fabrykę samochodów postawią w słowackiej Żylinie. Szybko okazało się jednak, że część terenów, które zaoferowały inwestorowi słowackie władze, należą do prywatnych właścicieli. Ci nie chcą sprzedać działek, bo uważają, że oferowana przez rząd cena jest zbyt niska. Budowa zakładów miała się rozpocząć we wrześniu, ale już teraz wiadomo, że władze nie zdążą do tego czasu z wykupem gruntów. Na razie dysponują niespełna 80% potrzebnego terenu.
Rząd zastanawia się, jak wybrnąć z kłopotu. Kilka dni temu wicepremier Pavol Rusko zasugerował, że fabryka mogłaby powstać w innym miejscu na Słowacji. Zaproponował trzy lokalizacje: Nitrę, Zlate Moravce i Żarnovicę. Koreańczycy nie chcą jednak słyszeć o innym miejscu, bo w Żylinie rozpoczęli już wstępne prace konstrukcyjne.
Mimo to zmiana lokalizacji miałaby być jednym z trzech możliwych sposobów rozwiązania impasu, jakie zaproponuje rządowi Pavol Rusko. Kolejny wariant to poczekanie na nową decyzję o zagospodarowaniu wspomnianych terenów. Najwcześniejsza data jej wydania to 15 września. Trzecim sposobem miałoby być natychmiastowe rozpoczęcie wywłaszczania gruntów. - To najbardziej prawdopodobny wariant - dodał słowacki wicepremier. Przyznał jednak, że wywłaszczanie może potrwać od dwóch do dziewięciu miesięcy. W opinii Pavla Ruski może to doprowadzić do krachu inwestycji Hyundaia na Słowacji - pisze agencja TASR.
Przypomnijmy, że o koreańską inwestycję ubiegały się tak-że podwrocławskie Kobierzyce, które w ostatniej fazie rywalizacji przegrały z Żyliną. Wójt Kobierzyc Ryszard Pacholik deklaruje, że jego gmina jest nadal zainteresowana koreańską inwestycją. Dodaje, że gdy tylko Hyundai wyrazi chęć podjęcia rozmów, gotów jest zasiąść do stołu negocjacyjnego. Także Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych deklaruje otwartość w tej sprawie.
Dynamiczny rozwój Hyundaia