SEC chce zakazać praktyki, określanej jako "directed brokerage", polegającej na promowaniu przez maklerów inwestycji w określonych funduszach, z którymi ich własna firma ma powiązania finansowe. Zakazane ma być m.in. przekazywanie pieniędzy z funduszy powierniczych do banków inwestycyjnych w zamian za promowanie tych pierwszych instrumentów finansowych. SEC chce przede wszystkim zakazać celowego "przepuszczania" operacji funduszy inwestycyjnych na rynku kapitałowym przez poszczególne domy maklerskie jako wyraz wdzięczności za promocje swoich produktów.
Fundusze będą jednak ciągle płacić maklerom za inne usługi, takie jak na przykład opłaty za przeprowadzenie transakcji. Będą one często wyższe niż dotychczas, ale tego rodzaju zależności są dużo bardziej przejrzyste niż w przypadku "directed brokerage".
Analitycy dość sceptycznie oceniają szanse na rzeczywistą reformę systemu. Zakazy nie zmienią bowiem długoletnich zależności między domami maklerskimi a funduszami inwestycyjnymi. Walka o "miejsce na półce" w domach maklerskich jest tak zacięta, że prędzej czy później co obrotniejsze fundusze znajdą inny sposób na przekazywanie swoim partnerom pieniędzy.
W ostatnich miesiącach władze regulacyjne nasiliły walkę z promowaniem funduszy przez domy maklerskie w zamian za konkretne płatności. Massachusetts Financial Services Co. musiał już zapłacić 50 mln USD za niewłaściwe informowanie o zależnościach z domami maklerskimi. O śledztwie poinformowała także firma Franklin Resources Inc., która opiekuje się funduszami spod znaku Franklina i Templetona. Z kolei Piper Jaffray Cos. czeka obecnie na decyzję o rozpoczęciu akcji dyscyplinarnej przez stowarzyszenie maklerów - National Association of Securities Dealers. Ten dom maklerski utrzymywał dość niejasne stosunki z kilkoma funduszami.