W środę po raz trzeci z rzędu notowania na amerykańskich giełdach rozpoczęły się od wzrostu kursów. Zwyżka ta była dość niespodziewana, zważywszy na fakt, że niepokój na rynku wzbudziła wczoraj spółka Google. Właściciel najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej obniżył prawie o jedną czwartą widełki, w jakich zawrze się cena emisyjna. Debiut, na rynku Nasdaq, odbędzie się być może już dzisiaj, a raczej na pewno jeszcze w tym tygodniu. Duże emocje wzbudzały wydarzenia na rynku ropy naftowej. Początkowo cena tego surowca ustanowiła kolejny rekord, później nieznacznie spadła, co odebrano jako korzystny sygnał. Do obniżki notowań mogły się przyczynić wieści nadchodzące z Iraku. Rosną szanse na zakończenie konfliktu w Nadżafie i porozumienie z radykalnym przywódcą szyickim Muktadą al-Sadrem. O 5,1% wyższe niż o tej samej porze przed rokiem są też amerykańskie zapasy ropy - poinformował Departament Energetyki. Co ciekawe, najsilniej rosły wczoraj notowania spółek z branży nowoczesnych technologii, na czele z eBay i Yahoo!, którym obniżka widełek przez Google powinna najmocniej zaszkodzić. Wskaźnik Nasdaq Composite zyskał do godz. 18.00 naszego czasu 0,95%, a grupujący 30 największych spółek z USA - Dow Jones Industrial Average wzrósł o 0,27%.
Zwyżki przed południem w USA pomogły podźwignąć się wskaźnikom europejskim. Początkowo główne indeksy Starego Kontynentu traciły na wartości, za sprawą wysokich cen ropy i niekorzystnych danych makroekonomicznych. Wczoraj Eurostat poinformował o spadku inflacji w strefie euro. Inwestorzy odebrali to jako sygnał, że na silne ożywienie w regionie używającym wspólnej waluty wciąż nie ma co liczyć. Potwierdzają to zresztą przewidywania dotyczące wyników spółek. O ile - według prognoz firmy badawczej JCF Group - w tym roku zyski firm ze Starego Kontynentu powinny wzrosnąć średnio o 24%, to na przyszły rok oczekiwana jest już znacznie wolniejsza zwyżka, o 10%. Niektórzy eksperci uważają nawet, że także ta prognoza jest zawyżona.