W USA nieco więcej niż połowa elektryczności powstaje w wyniku spalania węgla. Ponieważ surowiec ten jest tańszy o prawie połowę od takich nośników jak gaz czy ropa naftowa, użytkownikami tej energii są najczęściej w godzinach nocnych energochłonne zakłady produkcyjne.

Od stycznia 2003 r. ceny rodzimego węgla wydobywanego we wschodnich Appalachach wzrosły w zależności od jakości surowca w granicach 40-100%. Najbardziej cenione są niezasiarczone gatunki, poszukiwane zarówno w USA, jak i za granicą. Ciągle jednak koszt pozyskania megawatogodziny z węgla jest znacznie niższy niż w przypadku gazu czy paliw płynnych. Na wzrost cen węgla mają także wpływ kłopoty techniczne z wydobyciem oraz przerwy w dostawach kolejowych do elektrownii.

Po ostatnich podwyżkach cen surowca na Środkowych Zachodzie oraz Wschodnim Wybrzeżu USA koszty produkcji megawatogodziny w okresie szczytu oraz mniejszego zapotrzebowania na surowiec zaczęły się wyrównywać. Między lutym a sierpniem wzrost cen za megawatogodzinę w godzinach szczytu zwiększył się o 21%, a w godzinach nocnych - aż o 32%. Na razie jeszcze większość producentów energii obowiązują stare, wieloletnie kontrakty na dostawę prądu. Dopiero przy odnawianiu umów można będzie podnieść ceny dla odbiorców. W wielu stanach koszty energii są także kontrolowane administracyjnie. Prędzej czy później producenci będą musieli jednak przenieść rosnące koszty na odbiorców - ostrzegają, cytowani przez "Wall Street Journal", analitycy.

Kryzys węglowy nie mógł wydarzyć się w USA w trudniejszym momencie. Rosnące ceny ropy naftowej spowodowały bowiem, że wiele spółek produkujących prąd zaczęło wykorzystywać do maksimum możliwości elektrowni węglowych, pragnąc obniżyć koszty. To jeszcze bardziej zwiększyło popyt na surowiec i podbiło w górę ceny.