Reklama

Granice Rzeczypospolitej

Publikacja: 25.08.2004 08:15

Rynki finansowe stale się rozwijają. Jeśli gdzieś na świecie powstanie atrakcyjny instrument finansowy, z całą pewnością przyciągnie uwagę zainteresowanych. Tak było z kontraktami terminowymi, opcjami i wieloma bardziej złożonymi produktami. Identycznemu rozwojowi podlegają inwestorzy poszukujący nowych rozwiązań.

Dotyczy to również inwestorów rodzimych. Przeglądając kilka lat temu listy i fora dyskusyjne, można było zauważyć, że tematem dominującym były akcje, następnie przyszedł czas na kontrakty terminowe, później rynki światowe i walutowe. Po otwarciu granic kapitałowych zniknęły praktycznie bariery inwestycyjne - właściwie dzięki stałemu rozwojowi internetu tych barier nie było już wcześniej, przed liberalizacją prawa dewizowego i przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.

W związku z owym zanikiem granic pojawia się sporo problemów technicznych dla obserwatorów i regulatorów rynku. W świecie postępującej globalizacji najwięcej problemów może stwarzać określenie "działalność na terytorium Rzeczypospolitej". To sformułowanie pojawia się w prawie, ilekroć mowa o aktywności instytucji zagranicznych skierowanej do polskich inwestorów. Użycie takiego określenia jest celowe, gdyż rozwiązuje kilka problemów.

Spróbujmy wyobrazić sobie następującą sytuację. Pewien dyskontowy broker zagraniczny (działający wyłącznie w internecie) uznaje, że jest zainteresowany pozyskaniem polskich inwestorów. Powód jest prosty - uważa, że w Polsce jest spore zainteresowanie akcjami, kontraktami terminowymi i opcjami zagranicznymi, a jednocześnie oferta polskich biur maklerskich jest droga i ograniczona. Polskie biura muszą uzyskać zgodę KPWiG na tego rodzaju działalność. Zagraniczny broker zainteresowany otworzeniem oddziału również musi wystąpić o taką zgodę, ale... No właśnie, co będzie, jeśli ów broker nie zamierza zakładać w Polsce biura, tylko swój serwis internetowy udostępni w języku polskim. Przecież to jego wolna wola, czy zrobi go po angielsku, hiszpańsku czy polsku. Inwestorzy i tak będą musieli podpisywać umowy w języku angielskim. Czyli będzie on oferował usługi polskojęzycznym inwestorom, ale nie będzie działał na terytorium RP.

Podobna sytuacja występuje w przypadku funduszy inwestycyjnych oraz funduszy hedgingowych. Każdy polski obywatel może legalnie nabyć (za pośrednictwem zagranicznego brokera) jednostki lub akcje (certyfikaty) funduszy amerykańskich, japońskich, luksemburskich czy jakichkolwiek innych. Sam fakt takiej transakcji nie obliguje do stwierdzenia, że fundusz działa na terytorium RP. Oczywiście, do chwili, gdy nie postanowi otworzyć tu oddziałów, sprzedawać jednostek za pośrednictwem biur maklerskich czy banków.

Reklama
Reklama

Rynek finansowy jest jednym z bardziej dynamicznych i wykorzystujących luki w istniejących barierach. Wiele instrumentów oraz form działania powstało w odpowiedzi na nakładanie ograniczeń. Tak było w przypadku swapów czy funduszy offshore. Nakładanie ograniczeń, gdy dookoła jest ich brak (lub są znacznie niższe), musi się wiązać z wyłomem w systemie - dokładnie tak, jak w systemie naczyń połączonych. n

Autor był redaktorem naczelnym miesięcznika "Profesjonalny Inwestor". Napisał książkę "Kontrakty terminowe w praktyce". Obecnie zajmuje się inwestowaniem alternatywnym (forex, fundusze hedge).

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama