Rynki finansowe stale się rozwijają. Jeśli gdzieś na świecie powstanie atrakcyjny instrument finansowy, z całą pewnością przyciągnie uwagę zainteresowanych. Tak było z kontraktami terminowymi, opcjami i wieloma bardziej złożonymi produktami. Identycznemu rozwojowi podlegają inwestorzy poszukujący nowych rozwiązań.
Dotyczy to również inwestorów rodzimych. Przeglądając kilka lat temu listy i fora dyskusyjne, można było zauważyć, że tematem dominującym były akcje, następnie przyszedł czas na kontrakty terminowe, później rynki światowe i walutowe. Po otwarciu granic kapitałowych zniknęły praktycznie bariery inwestycyjne - właściwie dzięki stałemu rozwojowi internetu tych barier nie było już wcześniej, przed liberalizacją prawa dewizowego i przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej.
W związku z owym zanikiem granic pojawia się sporo problemów technicznych dla obserwatorów i regulatorów rynku. W świecie postępującej globalizacji najwięcej problemów może stwarzać określenie "działalność na terytorium Rzeczypospolitej". To sformułowanie pojawia się w prawie, ilekroć mowa o aktywności instytucji zagranicznych skierowanej do polskich inwestorów. Użycie takiego określenia jest celowe, gdyż rozwiązuje kilka problemów.
Spróbujmy wyobrazić sobie następującą sytuację. Pewien dyskontowy broker zagraniczny (działający wyłącznie w internecie) uznaje, że jest zainteresowany pozyskaniem polskich inwestorów. Powód jest prosty - uważa, że w Polsce jest spore zainteresowanie akcjami, kontraktami terminowymi i opcjami zagranicznymi, a jednocześnie oferta polskich biur maklerskich jest droga i ograniczona. Polskie biura muszą uzyskać zgodę KPWiG na tego rodzaju działalność. Zagraniczny broker zainteresowany otworzeniem oddziału również musi wystąpić o taką zgodę, ale... No właśnie, co będzie, jeśli ów broker nie zamierza zakładać w Polsce biura, tylko swój serwis internetowy udostępni w języku polskim. Przecież to jego wolna wola, czy zrobi go po angielsku, hiszpańsku czy polsku. Inwestorzy i tak będą musieli podpisywać umowy w języku angielskim. Czyli będzie on oferował usługi polskojęzycznym inwestorom, ale nie będzie działał na terytorium RP.
Podobna sytuacja występuje w przypadku funduszy inwestycyjnych oraz funduszy hedgingowych. Każdy polski obywatel może legalnie nabyć (za pośrednictwem zagranicznego brokera) jednostki lub akcje (certyfikaty) funduszy amerykańskich, japońskich, luksemburskich czy jakichkolwiek innych. Sam fakt takiej transakcji nie obliguje do stwierdzenia, że fundusz działa na terytorium RP. Oczywiście, do chwili, gdy nie postanowi otworzyć tu oddziałów, sprzedawać jednostek za pośrednictwem biur maklerskich czy banków.