Jedną z anomalii na rynkach finansowych ostatnich tygodni jest jednoczesny wzrost cen złota oraz obligacji. Powszechnie uznaje się, że pierwsze jest dobrym sposobem na ochronę przed inflacją, drugim natomiast wzrost cen w gospodarce szkodzi. W połowie maja za jedną uncję złota płacono mniej niż 380 USD, a rentowność 10-letnich papierów skarbowych wynosiła w USA blisko 4,9%. Teraz cena złota przekracza 400 USD, natomiast dochodowość obligacji jest nieco wyższa niż 4,2%. Tajemnicą zwyżki ceny złota nie jest spadek wartości dolara. Jego notowania wyrażone w innych walutach też rosną.

Można znaleźć powody, dla których oba rynki poruszają się obecnie w jednym kierunku. Chodzi głównie o wciąż istniejące zagrożenie terrorystyczne, niepewność związaną ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w Stanach Zjednoczonych oraz sygnały zwalniania amerykańskiej gospodarki, które potwierdziły również publikowane ostatnio dane o malejącym tempie wzrostu PKB czy pogorszeniu sytuacji na rynku nieruchomości. Skłaniają one kapitał do poszukiwania bezpieczeństwa.

Wydaje się, że sytuacja równoczesnego wzrostu cen złota i obligacji nie może trwać przez dłuższy czas. Któryś z rynków jest więc zapewne w błędzie. Zauważmy, że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w II kwartale 2003 r. Wtedy poprzedzała ona gwałtowny zwrot w segmencie papierów dłużnych. W kolejnych tygodniach byliśmy świadkami silnej wyprzedaży obligacji (rentowność podniosła się z 3,2% do 4,5%), a cena złota wzrosła o 40 USD.

Wykres ceny złota wyrażonej w walutach obcych powstał poprzez przemnożenie ceny złotego kruszcu przez wartość indeksu dolarowego, który opisuje notowania amerykańskiego pieniądza względem sześciu głównych światowych walut. "Oczyszcza" on notowania złota z wpływu zmian kursu dolara na światowych rynkach. Przecena dolara była w ubiegłym roku jednym z głównych czynników podbijających cenę złota.