Piątkową sesję zdominował popyt. Inwestorzy najwyraźniej doszli już do siebie po środowej zaskakującej podwyżce stóp procentowych o 0,5 pkt proc. i przystąpili do kupna akcji. Zapewne uznali, że teraz Rada musi na chwilę przystopować. Nie jest to jednak takie oczywiste. Wczoraj Dariusz Filar z RPP podkreślał, że ostatnia decyzja była uzasadniona. Jednocześnie dodał, że według niego "proces zacieśnienia pieniężnego nie został zakończony w Polsce".

Technicznie, piątkowy wzrost WIG20 otwiera bykom drogę do ataku na kluczową obecnie barierę podażową w strefie 1735-1740 pkt. Tworzy ją lokalny szczyt z końca czerwca oraz 50-proc. zniesienie spadków z przełomu kwietnia i maja br. To silny opór. Stąd też szanse na jego pokonanie są takie same, jak i na odbicie. O tym prawdopodobnie zdecyduje zachowanie światowych rynków. Na nie zaś wpływ będą miały liczne w przyszłym tygodniu dane makro z amerykańskiej gospodarki. Oczywiście z piątkowym raportem z rynku pracy na czele.

Do wyjaśnienia kwestii, do kogo należy obecnie rynek, nie zbliża nas również analiza wykresu tygodniowego WIG20. Od czternastu tygodni pozostaje on w trendzie bocznym, ograniczonym poziomami 1650-1720 pkt. Wybicie powyżej lub poniżej, przyniesie odpowiednio sygnał kupna bądź sprzedaży. Tyle że sygnały docierające z tego wykresu nie pozwalają jasno określić, czy większe jest prawdopodobieństwo spadków, czy też wzrostu.

Fakt, że od października 2002 roku indeks systematycznie wspina się, niewątpliwie preferuje stronę popytową. Podobnie jak sygnał kupna na Stochasticu, czy zawracający tuż nad linią równowagi MACD. To każe liczyć się z wybiciem górą z obecnej konsolidacji.

Na korzyść podaży przemawia natomiast pokonanie na początku maja br. dwuletniej linii hossy. Jeżeli dodamy do tego negatywne dywergencje na RSI i MACD, to wyłania się dość ponury dla byków obraz. Oto bowiem, obserwowana stabilizacja jest tylko przystankiem... tyle że w rodzącym się trendzie spadkowym.