Wśród wielu nie najlepszych informacji (które od lat napływają) na temat stanu polskich finansów publicznych, jedna jest zdumiewająco dobra. Okazuje się bowiem, że stosowana przez nas metoda pomiaru długu publicznego jest inna od tej, którą stosuje Unia Europejska. O dziwo, zmiana na metodologię unijną byłaby dla nas bardzo korzystna: relacja długu publicznego do PKB w wyniku zmiany uległaby obniżeniu o 2-3 punkty procentowe PKB. Tym samym, dzięki prostemu zabiegowi, z miejsca oddalilibyśmy się od niebezpiecznej granicy 60% maksymalnej relacji długu do PKB, którą wyznacza polska konstytucja.

Komentujący tę sytuację analitycy rynkowi różnią się w ocenach. Część z nich przyjmuje możliwe "cudowne obniżenie" relacji długu do PKB za bardzo pomocny prezent ze strony losu. Część (pewnie większość) traktuje całą zmianę jako wybieg, statystyczne oszustwo, które spowoduje wyhamowanie reformy finansów publicznych (notabene, na razie nie ma jeszcze czego wyhamowywać, bo o reformie wiele się, jak dotąd, mówi, ale znacznie mniej się robi).

W całej tej sprawie należy zachować umiar i spokój. Oskarżanie rządu o statystyczne sztuczki jest nie na miejscu, bowiem zgodnie z zasadami zdrowego rozsądku Polska rzeczywiście powinna dostosować swoją metodę pomiaru długu i deficytu do tej, którą stosuje się w Unii (choćby dlatego, że według niej będzie mierzona gotowość Polski do członkostwa w strefie euro). Z drugiej strony jest jasne, że z powodu zmiany sposobu liczenia polski dług publiczny nie spadnie ani o złotówkę. Sytuacja finansów publicznych jak jest zła, tak zła pozostanie, a reformy jak są potrzebne, tak nadal będą.

Kluczowy jest tutaj problem zaufania. Jeśli nasz kraj podejmie odpowiedni do wyzwań program naprawy finansów publicznych, wówczas uczestnicy rynku bez żadnych obiekcji zaaprobują fakt, że dodatkowo następuje korzystna - i w pełni uzasadniona - zmiana sposobu liczenia długu. Jeśli jednak reformy nie zostaną podjęte, zmiana zostanie potraktowana jako wybieg, nieco tylko oddalający nieuchronną katastrofę. I to niewiele - przy takich deficytach jak dziś, zmiana sposobu liczenia długu da nam tylko dodatkowych kilka miesięcy opóźnienia w przekroczeniu konstytucyjnej granicy.

Prof. Orłowski jest doradcą ekonomicznym Prezydenta RP, dyrektorem Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej