Drugi dzień z kolei kontrakty na WIG20 próbowały wybić się z czteromiesięcznego trendu bocznego. Atak byków znów się nie powiódł. Szczyt z końca czerwca przy 1731 pkt w dalszym ciągu pozostaje kluczowym oporem. Jego pokonanie pozwalałoby myśleć o kontynuacji wzrostu. Przyjmując, że ruch boczny ma wysokość 115 pkt futures miałyby szanse dotrzeć nawet do 1845 pkt. Na razie jednak to tylko hipotetyczny scenariusz. Dwie nieudane próby przełamania czerwcowej górki powinny sprowadzić na rynek korektę. Jeśli mamy nadal mówić o możliwości sforsowania 1731 pkt nie powinna ona przekroczyć 1693 pkt, czyli poziomu związanego z zamknięciem z 25 sierpnia.

Zachowanie 60-min MACD ogranicza szanse na korzystne dla zwolenników długich pozycji rozstrzygnięcie. Tydzień temu wskaźnik dotarł do poziomu, przy jakim kończyły się ruchy wzrostowe w ostatnich czterech miesiącach. Wczoraj nie wykazywał większej ochoty do wzrostu i w efekcie nie potwierdził nowego szczytu na wykresie kontraktów. Co więcej, podczas wczorajszych notowań nie zdołał nawet przeciąć średniej. To nie są sprzyjające okoliczności do zdobycia tak ważnej bariery, jak 1731 pkt.

We wtorek liczba otwartych pozycji na wszystkich seriach futures na WIG20 przekroczyła 23 tys. Już czwarty raz od rozpoczęcia w połowie maja tendencji bocznej LOP wzrasta do tego poziomu. Zauważmy, że w trzech poprzednich przypadkach wiązało się to z wyznaczeniem przez rynek lokalnego ekstremum. Zmiany LOP były więc raczej wyznacznikiem aktualnych nastrojów na rynku - wraz ze wzrostem kontraktów zwiększała się liczba optymistów i odwrotnie przy zniżce. Był to wyraz rosnącego przekonania o zbliżającym się zakończeniu horyzontu. Niestety, teraz jest podobnie. Można się więc obawiać, że czeka nas kontynuacja coraz bardziej nużącej konsolidacji.