Zysk netto Euronextu, który prowadzi giełdy w Paryżu, Amsterdamie, Brukseli i Lizbonie oraz rynek derywatów Liffe w Londynie, spadł w drugim kwartale do 37,8 mln euro, z 40,7 mln euro (po uaktualnieniu w związku ze zmniejszeniem udziałów w izbie rozliczeniowej Clearnet) w analogicznym okresie zeszłego roku. Okazał się więc niemal identyczny z oczekiwaniami analityków (37,6 mln euro). W drugim kwartale zmniejszyły się też przychody spółki, z 238 mln euro do 225,9 mln euro, o czym informowano już przed miesiącem.

- Dotknęło nas ogólne spowolnienie na rynkach finansowych - stwierdził wczoraj dyrektor generalny Euronextu Jean-François Theodore. Ostrzegł też, że nie lepiej będzie w bieżącym kwartale. - Sierpień był raczej cichym miesiącem. Oczekujemy, że po wakacjach nastąpi przebudzenie - powiedział. Euronext podtrzymał całoroczną prognozę sprzedaży, która wynosi 880 mln euro. Spółka potwierdziła też, że do końca grudnia chce odkupić z rynku 10% swoich akcji. Do 13 sierpnia odkupiła 2,7%. W tym roku papiery Euronextu zdrożały już prawie o 11%.

Giełdowy operator ostatnio boryka się z problemem coraz większej presji ze strony dwóch głównych konkurentów - London Stock Exchange i Deutsche Boerse - którzy próbują odebrać mu klientów z parkietu w Amsterdamie. Euronext broni się, obniżając stawki dla maklerów i notowanych tam firm, co doprowadziło do podejrzeń ze strony Brukseli o stosowanie dumpingu. Miesiąc temu unijni urzędnicy przeszukali biura spółki. Wczoraj Jean-François Theodore poinformował, że śledztwo Brukseli skupia się na "rabatach i zachętach" przyznawanych przez Euronext. Nie chciał jednak spekulować na temat jego postępów i terminów, w jakich może się zakończyć.

Bloomberg