Projekcja inflacji, przedstawiona ostatnio przez NBP, wywołała wiele kontrowersji. Zawarta w niej prognoza uporczywie wysokiego poziomu inflacji w okresie kilku najbliższych kwartałów zaskoczyła większość uczestników rynku, na którym wydaje się dominować pogląd o sierpniowym cyklicznym szczycie inflacji, i ponownej silnej fali dezinflacji od maja 2005 r. (z rocznego wskaźnika zniknie skok "unijny", czyli 2-punktowy wzrost cen detalicznych z maja i czerwca tego roku). Jakkolwiek obecne rentowności polskich obligacji pomimo 13-miesięcznego spadku ciągle wydają się zbyt niskie w porównaniu do bieżącej dynamiki rocznego wskaźnika CPI, to jednak faza cykli koniunkturalnego rozpoczynająca się wraz z osiągnięciem cyklicznego szczytu inflacji jest najbardziej korzystna dla rynku obligacji. W poprzednim cyklu szczyt dynamiki CPI wypadł w lipcu 2000 r., a hossa na rynku obligacji rozpoczęła się już 3 miesiące później.

Trudno jest podejmować dyskusję z założeniami przyjmowanymi przez NBP w modelach ekonometrycznych wykorzystanymi do wyprodukowania ostatniej projekcji. Wyraźnie jednak widać, że wśród parametrów użytego modelu CPI dynamika krajowego kredytu nie odgrywa istotnej roli. Tymczasem warto zauważyć, że ten jeden z ważniejszych czynników wpływających na przyszłą inflację przeżywa już od dłuższego czasu poważne załamanie.

W realnym ujęciu dynamika roczna kredytu ogółem spadła w lipcu do zera osiągając poziom w ostatnich lata obserwowany jedynie w połowie 2001 r. Składa się na to ciągle przyzwoite (chociaż zwalniające od kwietnia) realne tempo przyrostu kredytu dla gospodarstw domowych (+10,4% realnie, kredyty hipoteczne?) oraz prawdziwe załamanie (realnie -8% rok do roku) dynamiki kredytu dla przedsiębiorstw. Jeśli zależności z okresu minionych kilku lat miałyby się utrzymać, to jest to spójne z bardzo gwałtowną dezinflacją zaczynającą się już teraz i utrzymującą przynajmniej do końca 2005 r. Takie zachowanie kredytu dla przedsiębiorstw raczej nie potwierdza również trwałości ostatniego ożywienia gospodarczego.