Opublikowana ostatnio projekcja inflacji Narodowego Banku Polskiego zaskoczyła rynki finansowe. Biorąc pod uwagę tradycyjne nastawienie antyinflacyjne, które powinno charakteryzować dobry bank centralny, można było się spodziewać, że NBP pokaże nieco wyższe przewidywania inflacyjne. Ale stopień pesymizmu w założeniach do tej projekcji wydaje się zbyt duży, aby do końca przekonać rynki finansowe, choć wystarczający, aby zmniejszyć popyt na obligacje skarbowe oferowane na ostatnim przetargu.
Po publikacji tej projekcji ma się wrażenie, że bank centralny chce dostarczyć RPP argumentów za bardziej restrykcyjną polityką pieniężną. Jeśli bank centralny publikuje projekcję, która za najbardziej prawdopodobne przyjmuje, że inflacja w I kwartale przyszłego roku przekroczy oczekiwania rynku prawie o 2 punkty procentowe, to jej założenia wymagają bardzo dobrego uzasadnienia.
Po publikacji danych o inflacji za lipiec, które wskazują na to, że inflacja może się stabilizować w najbliższym czasie, a przynajmniej, że wzrost cen traci dynamikę, projekcja NBP lokuje się wyraźnie wyżej od najbardziej pesymistycznych przewidywań analityków. NBP zastrzega się, że jest to projekcja przy założeniu stałych stóp procentowych, utrzymania się silnego wzrostu cen żywności o 9% w ciągu najbliższych sześciu miesięcy i wysokich cen ropy naftowej. Zastrzega też, że nie może być ona porównywana z prognozami opartymi na zasadniczo odmiennych modelach (lub z prognozami eksperckimi) i że najprawdopodobniej się nie spełni. W praktyce jednak rynek razem z pozostałymi uczestnikami życia gospodarczego odebrał uproszczony sygnał - bank centralny spodziewa się dalszego wzrostu inflacji, do poziomu 6% w pierwszym kwartale, oraz powolnego jej spadku, nie gwarantującego powrotu do celu inflacyjnego przed końcem 2006 r.
Przeciętny konsument nie będzie wnikał w subtelną różnicę między projekcją a prognozą - i przyjmie po prostu, że bank centralny spodziewa się silnego wzrostu inflacji w I kwartale 2005 r. Jeśli inflacja rzeczywiście wzrośnie do 6% za cztery miesiące, to projekcje inflacji NBP zdobędą wysoką wiarygodność za dostarczenie informacji, która zupełnie nie była antycypowana przez rynek. Jeśli natomiast ukształtuje się w granicach 4-5%, jak przewiduje rynek, to wynikną następujące problemy:
Po pierwsze, NBP rozbudzi niepotrzebnie oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych (zamiast je stabilizować) i niechcący da do ręki argumenty w dyskusji za podwyżkami płac.