Nie zwiększa ona bowiem w istotny sposób (jedynie o 0,25%) strumienia pieniędzy płynących do systemu. Co jeszcze ważniejsze - nie wprowadza skutecznych mechanizmów kontrolujących celowe wydatkowanie pieniędzy na potrzeby chorych, nie zaś według oczekiwań świadczących usługi medyczne.
Dla kogo rynek?
Rynek usług medycznych jest zorganizowany w dalszym ciągu nie wokół potrzeb pacjentów, ale według potrzeb lekarzy i pozostałych grup świadczeniodawców i grup interesów (firmy farmaceutyczne).
Najwięcej pieniędzy w ochronie zdrowia konsumują: lecznictwo szpitalne i gospodarka lekowa. Obie te pozycje to w skali kraju 19,32 mld złotych kosztów NFZ. Mimo tak ogromnych środków to właśnie z obu tych obszarów płyną od pacjentów nieprzerwanym strumieniem skargi i sygnały niezadowolenia, dające w efekcie negatywny obraz całego systemu.
Szpitale, mimo coraz większych pieniędzy do nich kierowanych, popadają w coraz większe zadłużenie. Niektóre z nich są już bankrutami, co jednak nie przeszkadza im dalej trwać tylko po to, by przy wsparciu lokalnych samorządów (organów właścicielskich) wymuszać na NFZ dalsze ich finansowanie. Jest to de facto finansowanie potencjału leczniczego, a nie potrzeb ubezpieczonych. Niejednokrotnie okazuje się bowiem, że finansowane są (były) świadczenia nigdy nie wykonane, ale tylko "wydrukowane" w dokumentacji sprawozdawczej. Ostatnio media coraz częściej donoszą o tego typu nadużyciach i aferach.