Gdy przed 10 laty masowo prywatyzowano czeskie przedsiębiorstwa, wprowadzając je na praską giełdę, uwłaszczeni obywatele zakładali rachunki. Początkowo było ich ok. 7,5 mln.
Śpiąca większość
Od tamtego czasu z roku na rok liczba rachunków się zmniejsza. W pierwszej połowie bieżącego roku zlikwidowano ich ok. 60 tys. - podaje czeski odpowiednik Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Wciąż jednak miliony Czechów są posiadaczami akcji notowanych na praskiej giełdzie.
Dodajmy, że w Polsce, według danych Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, w połowie br. funkcjonowały 802 tys. rachunków inwestycyjnych. Na części z nich z pewnością nie ma jednak już akcji. Według szacunkowych danych naszej giełdy, aktywne rachunki, czyli takie, na których dokonuje się co najmniej jednej transakcji w roku, stanowią zaledwie ok. 10%. Nie lepiej jest w Czechach. I tam zdecydowana większość akcjonariuszy w ogóle nie zawiera transakcji. Obroty na giełdzie w lipcu 2004 r. wyniosły ledwie 17,5 mln euro (dodatkowe 920 mln euro w transakcjach poza rynkowych). Dla porównania, w Warszawie w tym samym czasie obroty zamknęły się kwotą 691 mln euro.
Zdaniem ekspertów, cytowanych przez czeski dziennik "Hospodařske Noviny", wielu klientów domów maklerskich zapomniało nawet, że w ogóle ma akcje. - Część ludzi sprzedała swoje papiery, inni w ogóle się nimi nie interesują - mówi Jan Schiesser, analityk z firmy Atlantik FT. Jego zdaniem, taki stan może jeszcze potrwać kilka lat.