Jak wskazują eksperci, handel z wykorzystaniem informacji poufnych kwitnie przede wszystkim w czasach bogatych w fuzje i przejęcia. Jednym z takich okresów był koniec lat 80., kiedy dzięki informacjom od zaprzyjaźnionych szefów korporacji fortuny dorobił się Ivan Boesky, jeden z bardziej znanych finansistów z Wall Street (ostatecznie spędził dwa lata za kratkami i dostał dożywotni zakaz pracy w branży papierów wartościowych).
Ostatnie lata nie obfitowały jednak w transakcje łączenia się firm, a SEC rokrocznie wszczynała 50-60 śledztw w sprawie insider tradingu - czyli mniej więcej tyle, ile w pierwszej połowie lat 90. Dlaczego tak się dzieje? Jeden z powodów jest taki, że z biegiem lat SEC coraz szerzej zarzuca sieci, rozszerzając interpretację insider tradingu.
Ostatnie miesiące przyniosły kilka oskarżeń, przy których wydaje się, że SEC będzie miała spory problem z udowodnieniem przestępstwa. W sierpniu Komisja zarzuciła prawnikowi z Dallas, Gary'emu Kornmanowi, że informacje na temat negocjowanych umów fuzji i przejęć - dotyczących m.in. branży rozrywkowej - zdobywał na spotkaniach z członkami zarządów i rad nadzorczych korporacji, podczas których doradzał im w sprawach podatkowych. Jak pisze "Washington Post", w dokumentacji śledztwa jest mowa o 142 tys. USD zarobionych przez Kornmana dzięki takim właśnie informacjom. Zdaniem jego prawników, oskarżenia SEC idą jednak "zdecydowanie za daleko" i razem ze swoim klientem będą walczyć o ich oddalenie.
Podobnie wątłe są argumenty SEC w przypadku sprawy Davida Willeya, dyrektora finansowego w McLean's Capital One Financial. W lipcu Komisja zarzuciła mu, że wiedząc o negatywnych wynikach inspekcji urzędu nadzoru bankowego w jego firmie, użył posiadanych papierów spółki jako zabezpieczenia przy realizacji opcji na akcje. - Co to za insider trading, skoro Willey pozostał przy swoich akcjach? - pytają retorycznie prawnicy.
"Washington Post", AP