Wśród polskich menedżerów rośnie świadomość konieczności nieprzerwanego kształcenia się, choć dzieje się to bardzo powoli. Do zdobywania dodatkowej wiedzy motywuje symboliczne otwarcie granic, do jakiego doszło wraz z wejściem Polski do UE, a także rosnąca konkurencja na rynku pracy. Dociera też do świadomości fakt, że ścieżki kariery będą wymagały coraz większych kompetencji.
Polowanie na doktorat
i certyfikaty
- MBA to nie jest zwieńczenie edukacyjnej kariery menedżera - przekonuje Grażyna Leśniak--Łebkowska, dyrektor programu Warsaw Executive MBA przy SGH. Początek lat 90. wykształcił jednak takie przekonanie. Powoli sytuacja się zmienia, a wytyczane indywidualnie ścieżki edukacji wydłużają się. - W porównaniu z początkiem lat 90. zdecydowanie wzrosło zainteresowanie studiami doktoranckimi. Niestety, na razie ambicji wystarcza jedynie na to, by je zacząć. Napisaniem pracy studia doktoranckie kończy 1 na 10 studentów. W przypadku Niemców, którzy od lat już przyjeżdżają na naszą uczelnię, by również zdobywać tytuł doktora, statystyki są odwrotne - podkreśla Piotr Buła.
Zaczyna się cenić szkolenia długofalowe, najlepiej zakończone certyfikatami rozpoznawalnymi na rynku międzynarodowym. Finansiści mają tu do wyboru ACCA (Associattion of Chartered Certified Accountants), LCCI (The London Chamber of Commerce and Industry), CFA (Chartered Finacial Analsyt) czy CIM (Chartered Institute of Management), które mogą być alternatywami dla dyplomu MBA. Szkolenia te mają również bardzo cenną w czasach globalizacji cechę - umożliwiania absolwentom porozumiewania się tym samym językiem zawodowym. - Poza tym wiele osób zdaje już sobie sprawę, że umieszczenie w CV informacji o ukończeniu kilkudziesięciu kursów niekoniecznie musi wywrzeć na pracodawcy pozytywne wrażenie. Może natomiast pokazać, że ktoś nie ma pomysłu na swoją karierę - zaznacza Ireneusz Tomczak, dyrektor zarządzający Instytutu Zarządzania.