Nowe czasy przynoszą nowe wyzwania. Już od dawna wiadomo, że w dobie telewizji wybory preferują liderów opalonych i przystojnych. Jak zwykle bywa, z czasem jednak nawet dobrze wyglądający kandydaci się opatrzyli, bo widzowie łakną nowych wrażeń. W rezultacie pojawił się nowy typ lidera - czirlider. Jego zadaniem jest przyciągać uwagę podskakiwaniem, wygibasami i machaniem rękami.
Pierwowzorem czirlidera jest prezydent Aleksander Kwaśniewski, który i potańczył, i cuda obiecywał, ale potem szybko zszedł ze sceny. Jego następcy nie osiągali już takich rezultatów. Premier Jerzy Buzek swój ruch sceniczny ograniczył tylko do uśmiechu, dlatego był mało wyrazisty i szybko stracił sympatię publiczności. Jego następca Leszek Miller z kolei starał się nie uśmiechać i robić wrażenie poważnego, ale szydło w końcu z wora wyszło. Dużo było podskoków, dużo krzyków i wymachiwania rękami, a efekt mizerny.
Obecny premier na razie jeszcze się nie wykazał scenicznie. Ale ma masę rywali. Pokazały to zwłaszcza ostatnie występy związane z podatkami. Ot, nowy na scenie czirliderów Krzysztof Janik zaproponował ulgi dla jednych, a podwyżki podatków dla drugich. Mnie osobiście ten temat już nieco męczy - mam dosyć naginania tzw. konstytucyjnej zasady równości. Jednak publika - nie wiedzieć czemu - za takimi występami przepada.
No więc pomysł jest taki, żeby ci, którzy dostają mniej od minimalnej, nie płacili podatków, a ci - co więcej - podatki płacili. Czyli nic nowego pod słońcem. Na dodatek - pomysł bez sensu, bo nie do wprowadzenia w życie.
Zaraz po Krzysztofie Janiku - ale do tej samej melodii - wystąpił istny primadon (bo donna to kobieta, a poza tym - ma iście sycylijską opaleniznę) wśród czirliderów, czyli Andrzej Lepper. Skoro Janik mówił o ulgach, to Lepper dał więcej - czyli podniósł płacę minimalną. A co! Podniósł do 1,2 tys. zł miesięcznie. A jak ktoś z kolei zarabia miesięcznie ponad 12 tys. zł - niech płaci 50% podatku. Przy okazji pokrzyczał, pomachał rękami mówiąc coś o konkurentach.