Minęło 10 lat od przyznania Telewizji Polsat ogólnopolskiej koncesji naziemnej, a "Super Express" znowu napisał, że nie wiadomo, skąd spółka wzięła 10 milionów dolarów, żeby za nią zapłacić. Uchyli Pan rąbka tajemnicy?
Jak to "nie wiadomo". Nie rozumiem. Myślałem, że ta sprawa jest już dawno wyjaśniona. Pieniądze zostały oficjalnie przeze mnie zarobione. Są na to dokumenty urzędów skarbowych. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji sprawdzała wszystkie moje dokumenty. Nie jestem w stanie wytłumaczyć, dlaczego "Super Express" tak napisał, ponieważ nie ma tutaj żadnej tajemnicy.
W pierwszym roku nadawania Polsat zyskał 8-procentowy udział w widowni. Po dwóch latach udział stacji był większy niż telewizji publicznej. Teraz wynosi średnio kilkanaście procent, a udział w rynku wydatków reklamowych, według danych AGB - ok. 22%. Co, Pana zdaniem, zdecydowało o powodzeniu Polsatu?
Mówiąc krótko: wydaje mi się, że ludzie chcieli oglądać coś nowego. Myślę, że taki repertuar właśnie zaproponowaliśmy. Cały czas go zmienialiśmy, dawaliśmy nowe propozycje. Stąd też taki sukces w tamtym okresie. Jak pamiętam, nasz udział w rynku doszedł w pewnym momencie do 33%.
Udałoby się go powtórzyć?