Wykresy głównych światowych indeksów są zdominowane przez różnego rodzaju kanały. Średnia Przemysłowa Dow Jones, S&P500, DAX czy Nikkei, przynajmniej od ośmiu miesięcy poruszają się w kanałach trendowych. To determinuje określony sposób gry. Ale im dłużej ten stan trwa, tym częściej nasuwa się pytanie: jak długo jeszcze?

W przypadku amerykańskich indeksów szansa na wybicie górą pojawiła się przed tygodniem. Jednak popyt nie stanął na wysokości zadania i oba wskaźniki dalej pozostają poniżej oporów. Przyszłotygodniowa prawdopodobna podwyżka stóp procentowych oraz coraz częściej pojawiające się ostrzeżenia spółek raczej nie napawają optymizmem.

Niemiecki DAX pozostaje wewnątrz ośmiomiesięcznego kanału spadkowego, utworzonego przez lokalne szczyty z marca, kwietnia i czerwca br. oraz lokalne dołki z marca i sierpnia br. Z uwagi na niewielkie nachylenie tego kanału, raczej należy mówić o trendzie bocznym niż spadkowym. To bowiem lepiej oddaje charakter tych wahań. Na razie, poza czynnikiem czasu (w końcu trend boczny nie będzie trwał w nieskończoność), nic nie wskazuje na to, żebyśmy w najbliższej przyszłości byli świadkami wybicia. Stąd też w okolicach 4000 pkt, gdzie aktualnie znajduje się górne ograniczenie opisywanego kanału, należy oczekiwać wygaśnięcia trwającego już miesiąc impulsu wzrostowego. Po krótkiej stabilizacji kontrolę nad frankfurcką giełdą powinny znów przejąć niedźwiedzie, kierując DAX do 3600 pkt.

Kanał trendowy odnajdujemy również na rynku japońskim. Nikkei porusza się w nim od ponad roku. Aktualnie górne ograniczenie formacji znajduje się na 13 000 pkt, dolne zaś na 10 900 pkt. Wszystko jednak wskazuje na to, że już niebawem Japończycy pożegnają się z tym kanałem. Wyraźne osłabienie trendu wzrostowego, jakie można zaobserwować od końca kwietnia, utrzymujące się sygnały sprzedaży na wskaźnikach oraz negatywne dywergencje każą przypuszczać, że na przełomie września i października dojdzie do wybicia poniżej 10 900 pkt. A to będzie oznaczało otwartą drogę do 9300 pkt.