WIG zrobił historyczny rekord, a wszystko nie dzięki manipulacji związanej z wygasaniem kontraktów, ale przy wyraźnym popycie na największych spółkach. Praktycznie każdy ruch do góry (do 13:30) odbywał się przy wzroście aktywności, co potwierdzało jedynie korekcyjny charakter czwartkowej sesji, na której na kosmetycznych obrotach rynek osunął się z wysokiego otwarcia.

Nastroje na rynku są znakomite i potrzeba albo euforii, albo jakieś fatalnej informacji, która mocno zaskoczy inwestorów. Inaczej podaż zupełnie nie istnieje, a wszystko obracane jest na korzyść byków. Wystarczy spojrzeć na komentarze odnośnie do rynku węgierskiego. Jednego dnia analitycy w nadziei na przepływ kapitału na nasz rynek cieszą się z faktu, że BUX spada 3%. Dwa dni później wzrosty tego indeksu pod historyczne szczyty również wywołują optymizm. Należy w tym zamieszaniu pamiętać, że nawet jeśli w krótkim terminie GPW byłaby w stanie skorzystać na węgierskiej przecenie, to długoterminowo dla każdego rynku razem i z osobna, najbardziej korzystna jest hossa w całym regionie. Ostatnie tygodnie, gdy zaczęliśmy gonić parkiet w Budapeszcie są tego najlepszym przykładem.

Najbliższy tydzień bez korekty się nie obędzie. Wykupienie jest zbyt duże. Jednak zgadywanie poziomu jej rozpoczęcia przypominałoby teraz ruletkę. Tym bardziej, że kalendarz danych makro, lub ważniejszych wydarzeń (Fed zdyskontowany) jest na najbliższy tydzień skromny. Gdyby opierać się tylko na wskaźnikach, to mocniejsza korekta powinna zawitać na rynek już kilka sesji temu. Zamiast tego, mamy nowe szczyty. Ten kto inwestowanie traktuje nie jako wyzwanie i hobby, z łapaniem szczytu poczeka na euforię, lub zejście kontraktów przynajmniej pod SK-55, na której minął właśnie miesiąc trendu wzrostowego.